Na podbój Rumunii!

Ciekawe miejsca, propozycje wycieczek, co warto zobaczyc? Tematy związane z turystyką motocyklową
Awatar użytkownika
kris2k
Posty: 3370
Rejestracja: 15 czerwca 2010, 07:24
Motocykl: GuStaw
Lokalizacja: Pabianice
Wiek: 46
Status: Offline

Re: Na podbój Rumunii!

Postautor: kris2k » 19 lipca 2016, 22:01

Nie piszę, bo i o czym? Prawda jest taka że pomimo iż uważałem i nadal uważam Virago za najładniejszego seryjnie produkowanego choppera, poza tym genialnie prostego w obsłudze, bez chłodnic, łańcuchów i innego badziewia, i nie powiem żebym nie miał do niej sentymentu bo woziła mi dupę przez 4 lata bez najmniejszej nawet awarii, to nie ma się co oszukiwać że jazda na GS-ie to inna bajka. Pomijając nawet moc, moment i co za tym idzie elastyczność, to przede wszystkim hamulce są z zupełnie innej bajki, poza tym pozycja, już mnie dolna część kręgosłupa nie boli i nie musze robić postojów co godzinę. Do tego zasięg dwa razy taki jak w Virago, no i przede wszystkim jazda poza asfaltem to nie jest walka a przyjemność.

Awatar użytkownika
_CioneK_70
Posty: 1446
Rejestracja: 25 listopada 2014, 21:30
Motocykl: Virago 1100
Lokalizacja: Kalisz
Wiek: 47
Status: Offline

Re: Na podbój Rumunii!

Postautor: _CioneK_70 » 19 lipca 2016, 22:55

Dawaj Krzysiu dawaj... z niecierpliwością czekam na dalsze opowieści.... :bravo:
I jak to się człowiek dowiaduje o zdolnościach pisarskich kolegów dopiero przez forum.... Darek to już klasyka gatunku :wink: , ale musi uważać bo Kris zaczyna mu deptać po piętach... :mrgreen:
Jest tylko cienka czerwona linia pomiędzy rozsądkiem a szaleństwem....

Awatar użytkownika
Hans4
Posty: 195
Rejestracja: 11 czerwca 2009, 15:45
Motocykl: KawałSuki
Lokalizacja: Łódź
Wiek: 57
Status: Offline

Re: Na podbój Rumunii!

Postautor: Hans4 » 20 lipca 2016, 16:00

a co tu pisać o Geesie.....najważniejszy jest kolor OCZOJEBNY!!!!!!!!!!!!!
Krzysiek

Awatar użytkownika
kris2k
Posty: 3370
Rejestracja: 15 czerwca 2010, 07:24
Motocykl: GuStaw
Lokalizacja: Pabianice
Wiek: 46
Status: Offline

Re: Na podbój Rumunii!

Postautor: kris2k » 20 lipca 2016, 18:21

Dzień trzeci

Spałem jak zabity. Napięcie zniknęło bezpowrotnie. Dziś już nawet nie byłem zły na budzik nastawiony tradycyjnie na 7-mą. Zszedłem do restauracji, jak prawdziwy europejczyk, na poranną kawę. 3,50, do przełknięcia. Następnie niespiesznie się spakowałem, zdałem klucze od pokoju wraz z pilotem od klimatyzacji i ruszyłem w kierunku zarysowujących się na horyzoncie gór.
Krajowa jedynka którą przyszło mi jechać nie urzekała. Bardzo duży ruch, w dodatku sporo remontowanych odcinków. I to czasami takich z zerwanym asfaltem na odcinku kilku kilometrów z ruchem wahadłowym jednym pasem. Za to pogoda dopisywała. Humor również. Dojechałem do pierwszego pasma górskiego

Obrazek
Obrazek

Zaczęły się pierwsze górskie zakręty. Jednak z uwagi na duży ruch zbyt dużej frajdy z tego nie było. Po drodze jedna z napotkanych miejscowości wzbudziła spore zainteresowanie. Była to miejscowość niespotykana chyba nigdzie indziej w której to chyba wszyscy najbogatsi rumuńscy cyganie postanowili postawić swoje pałace. Jeden większy od drugiego, przepych i bizancjum. Jednak jak to u romów, zero poczucia estetyki, ma być po prostu na bogato. Dużo i drogo. Ma walić po oczach i pokazywać: patrzcie na co nas stać, i to nie jest nasze ostatnie słowo! Fotek nie robiłem bo uznałem że to tak jakby fotografować czyjąś niepełnosprawność, po prostu nie wypada.
Pogłoski o kraju pełnym kwater jednak okazały się nieprzesadzone. Gdybym tak wczoraj przejechał jeszcze kilkanaście kilometrów z pewnością znalazłbym jakiś nocleg. To chyba najbardziej w Rumunii rozpowszechniona dziedzina działalności gospodarczej: kto ma jakiś większy dom, przerabia go na pensjonat, kto nie ma - stawia. Załapałem też jak to się po ichniemu nazywa: pensiunea. Teraz już wiedziałem czego szukać.
Rumuńscy kierowcy jeżdżą, jakby to powiedzieć, z dużą fantazją. Oczywiście nie generalizuję, ale spotykałem się dość często z wyprzedzaniem na zasadzie ,,a co tam, zdążę, albo ten z przeciwka zjedzie?. Udało mi się zobaczyć pościg policyjny w wydaniu rumuńskim, nie wiem co za auto gonili ale robili to Dacią. Słysząc o tym jakie mandaty rozdaje rumuńska policja i jak to łatwo stracić prawo jazdy zastanawiam się jaki procent rumuńskich kierowców już nie posiada uprawnień. Na drodze oczywiście dominują rodzime Dacie, ale równie łatwo spotkać wóz konny co i najnowsze Lamborghini. BMW X5 to chyba drugi po wszelkich odmianach Dacii ulubiony samochód w tym kraju.
Dojeżdżam wreszcie do następnego dużego miasta - Kluj Napoki. Po drogowskazach przejeżdżam miasto kierując się na Sebes. Ale, jak to mam w zwyczaju, gubię się. Znów nawigacja okazuje się niezastąpiona. To był najlepszy zakup na tą wyprawę, naprawdę nie wiem jak bym sobie bez niej dał radę. Za wskazówkami z ekranu zawracam i za chwilę już jestem na właściwej drodze.
Trasa robi się coraz bardziej przyjemna, ruch trochę maleje. Kilometry mijają szybko. Staję na kawę w knajpce na bardzo klimatycznym ryneczku w miejscowości Aiud. Stąd już blisko, bardzo blisko do pierwszego celu - Sebes czyli start na Transalpinę.
Dojeżdżam do wspomnianego Sebes i kieruję się na stację. Paliwa w baku co prawda jeszcze mam, ale to ponoć dość długa trasa a nie wiem czy po drodze jakąś stację spotkam. Nauczkę mam po Bieszczadach gdzie to, jeżdżąc jeszcze poprzednim motocyklem z nędznym zasięgiem ok. 200km, raz już szukałem stacji na oparach. I choć plan na dziś przewidywał tylko dotarcie na miejsce, a sam atak na dzień jutrzejszy, znów było zbyt wcześnie aby kończyć dzień. Tak więc ze stacji obieram kierunek na widoczne na horyzoncie góry, myśląc naiwnie że tam właśnie znajduje się droga z moich snów.

Obrazek

Niestety, okazuje się po raz kolejny że byłem w błędzie. Tam akurat dookoła są góry, w którą stronę człowiek by się nie udał, a mój wrodzony GPS znów spłatał mi figla. Zawracam, wspomagany oczywiście nawigacją, i trafiam wreszcie na właściwy szlak. Staję jeszcze w przydrożnym sklepiku zakupić jakiś zimny napój i ruszam na podbój.

Obrazek

Stanu w którym się znajdowałem wjeżdżając na tę drogę nie sposób opisać słowami. Wszechogarniająca euforia, adrenalina aż buzowała. Czułem że teraz nawet gdyby Gustaw odmówił współpracy wniósłbym go na plecach. Nic nie było w stanie ani mnie powstrzymać, ani zepsuć mi humoru.
Po kilku kilometrach docieram do pierwszej zapory, trzeba zrobić kilka fotek

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Jadąc dalej ukazuje się jakaś przydrożna knajpa. Wypadałoby coś zjeść. Zarządzam postój na popas.

Obrazek

Po posiłku ruszam dalej. Droga przyjemna, zakręt za zakrętem, choć przyznam szczerze że oczekiwałem większych serpentyn. Jka na razie ta Transalpina wydaje mi się przereklamowana, takie drogi to i w Polsce można znaleźć. Dojeżdżam do drugiej tamy

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

gdzie spotykam kolegę z Rumunii jadącego na Hondzie PanEuropean. Kolega zna angielski więc zamieniamy kilka słów. Okazuje się że jest z Kluj Napoki, wyskoczył sobie na jeden dzień, a na Transalpinie jest pierwszy raz w życiu. Swoją Hondę zaś podobnie jak ja Gustawa ma od niecałych dwóch miesięcy.
Jedziemy dalej aż do kolejnej tamy.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Tutaj już większy lokalny folklor, stragany i te sprawy. Pytam się nowego kolegi czy to już najwyższy punkt trasy. Jako iż sam nie wie zasięga informacji u pani sprzedającej sery. Okazuje się że do przełęczy Urdele jeszcze sporo drogi zostało, będzie ona dopiero przed Novaci, i że tam dopiero zaczną się prawdziwe serpentyny. Brzmi obiecująco.
Spotykam też dwóch kolegów z Polski, jeden na GS-ie 1200, drugi na 1150RT. Przyjechali samochodem z motocyklami na pace. Wczoraj byli na Transfogaraskiej ale jej nie przejechali, ponoć wydarzył się jakiś wypadek i była zamknięta.
Jest też dwóch Czechów na Yamahach XT660, z nimi gadam dłuższą chwilę bo to bardzo pozytywnie zakręceni goście. Częstują mnie nawet serem.
Czas jednak ruszać dalej, szczególnie że w oddali dokładnie w kierunku w którym zmierzam zawisła złowrogo ciężka, czarna chmura. Montuję jeszcze i uruchamiam kamerkę, jak wszystko u mnie, budżetowego Overmaxa, bo wypadałoby przecież nagrać z tej drogi marzeń jakiś filmik.
Dalsza droga z każdym kilometrem przysparzała coraz więcej frajdy, zakręty zaczęły się zagęszczać i robić coraz bardziej ciasne. Ale najlepsze i tak było dopiero przede mną. Tylko ciągle podążam w stronę czarnej chmury.
Czasem trzeba przystanąć na fotkę:

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Przed wjazdem na przełęcz stanąłem w przydrożnej bacówce.

Obrazek

Czarna chmura znajdowała się teraz dosłownie na wyciągnięcie ręki.

Obrazek

Zaczęło padać, więc pomimo iż nazbyt głodny nie byłem, postanowiłem sprawdzić co też ci górale w tych swoich kotłach nad ogniskiem przyrządzają. Na stole wylądowało to:

Obrazek

wystrój knajpy pełen folkloru

Obrazek

Deszcz jak nagle przyszedł, tak nagle ustał. Choć chmura wisiała nadal. Czas przypuścić atak na szczyt. Jednak widoki są takie że nie sposób się co chwilę nie zatrzymać aby je uwiecznić:

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

I teraz dopiero zaczęła się zabawa. Agrafki 180stopni, jedna za drugą, w dodatku pod dużym nachyleniem. Czysta adrenalina. Niestety na sam szczyt wjeżdżam już w chmurze, widoczność spada do jakichś 10 metrów, trzymam się za samochodem jadącym, jak wszyscy zresztą, na awaryjnych. Nie trwa to długo, za przełęczą zatrzymuję się na kolejną sesję zdjęciową:
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Piękne te góry, oj piękne!
Dalej juz zjazd do Novaci, serpentyny się jeszcze nie kończą nie kończą.
Przed Novaci zatrzymuję się zapytać o nocleg. Pokój wolny jest, cena - 80lei. Trochę drogo, zobaczymy dalej. A dalej nagle robi się wielki korek. Objeżdzam go. Droga zwężona do jednego pasa, wokół pełno policji, kierują ruchem. Okazuje się że właśnie dziś i jutro odbywa się tu jakiś rajd i zamykają drogę. Na szczęście przepuszczają zjeżdżających z trasy.
W samym Novaci na pierwszej napotkanej kwaterze już cena bardziej znośna, 60lei. Biorę pokój a Gustaw odpoczywa na podwórku.
Niestety, okazało się że moja budżetowa kamerka spłatała mi figla i nie włączyła się po wyjeździe z bacówki czyli na najfajniejszym odcinku trasy. Nie będzie więc filmiku z jazdy w chmurach. Jestem wściekły. Jutro trzeba będzie to naprawić. Transalpino, szykuj się, powrócę!
Dzisiejszy dzień dostarczył mnóstwa wrażeń. Nie było cienia przesady w opisach tej trasy. Jest zjawiskowa. Kto był - wie oczym piszę, kto nie był - musi koniecznie to naprawić bo żaden opis nie odda tego czego człowiek doświadcza pokonując ją. Jeden z wielkich celów osiągnięty. Nie wiem czym Transfogaraska mnie zaskoczy, ale nie spodziewam się już cudów po dzisiejszym dniu.
Moja rada dla jadących tam po raz pierwszy - Transalpinę na pewno lepiej zaczynać od północy czyli od Sebes. Jadąc z południa, z Novaci, najlepszy odcinek czyli przełęcz Urdele pokonacie już na samym początku i dalej może nie będzie wiało nudą, ale nie będzie już efektu WOW.

Przejechane 421,5km. Pięknych kilometrów.

I mapka:

https://goo.gl/maps/vwe5DUTKsMN2

Oraz moja mało udana produkcja filmowa:

https://www.youtube.com/watch?v=Pp7trBWS8wk

Awatar użytkownika
domin75
Posty: 1657
Rejestracja: 07 lipca 2014, 14:31
Motocykl: Yamaha VIRAGO 125
Lokalizacja: Rawicz
Wiek: 43
Status: Offline

Re: Na podbój Rumunii!

Postautor: domin75 » 20 lipca 2016, 19:20

Bardzo fajnie się czyta Twoją relację. Czekam na dalsze opisy :bravo: :rock:
Mały jacht, mały motor, chyba czas na mały samolot?!?
Pamiętaj: Nigdy na nic nie jest za późno!!!

Sezon 2015 zakończony : https://www.youtube.com/watch?v=-WdrbQuVcH8

Awatar użytkownika
tylust
Posty: 2606
Rejestracja: 13 stycznia 2014, 09:26
Motocykl: XV 750 1982r.
Lokalizacja: Kalisz - Wlkp.
Wiek: 45
Status: Offline

Re: Na podbój Rumunii!

Postautor: tylust » 20 lipca 2016, 21:56

Super fajne zdjęcia pomimo nie optymalnej pogody. Zwracam uwagę oglądaczy aby używali opcji - otwórz obraz w nowej karcie bo inaczej sporo stracicie :bravo:
Tomek

Awatar użytkownika
kris2k
Posty: 3370
Rejestracja: 15 czerwca 2010, 07:24
Motocykl: GuStaw
Lokalizacja: Pabianice
Wiek: 46
Status: Offline

Re: Na podbój Rumunii!

Postautor: kris2k » 20 lipca 2016, 22:00

Dziękuję. A zdjęcia robione moim ,,wszystko w jednym" telefonem który służył i za aparat, i za nawigację, i za przeglądarkę, i we wszystkim spisywał się na medal.
Piszą to chcę trochę udowodnić że nie trzeba wcale grubej kasy i super sprzętu aby wyjazd się udał. Na koniec umieszczę podsumowanie.

Awatar użytkownika
Spider
Posty: 177
Rejestracja: 07 lutego 2015, 23:16
Motocykl: xv535 -> FZ6
Lokalizacja: Łódź / Czaplinek
Wiek: 35
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: Na podbój Rumunii!

Postautor: Spider » 21 lipca 2016, 11:51

Ale fajny opis :)
XV 535 Sportster
FZ6 Fazer

Awatar użytkownika
Małgosia
Posty: 9
Rejestracja: 09 października 2014, 13:43
Motocykl: plecaczek
Status: Offline

Re: Na podbój Rumunii!

Postautor: Małgosia » 21 lipca 2016, 15:25

Ciekawie napisane . Czekam na dalszy ciąg [WHITE SMILING FACE]

Wysłane z mojego SM-A300FU przy użyciu Tapatalka

staszek_s
Posty: 191
Rejestracja: 03 września 2014, 21:43
Motocykl: Suzuki DL 650A
Lokalizacja: Radlin, woj Śląskie
Wiek: 52
Status: Offline

Re: Na podbój Rumunii!

Postautor: staszek_s » 21 lipca 2016, 16:58

Pięknie, jedź dalej, czekamy!

Awatar użytkownika
grzegorzbr2
Posty: 4493
Rejestracja: 13 listopada 2012, 21:00
Motocykl: XV 535, 1100, 1700
Lokalizacja: Świętokrzyskie - TOP
Wiek: 45
Status: Offline

Re: Na podbój Rumunii!

Postautor: grzegorzbr2 » 21 lipca 2016, 22:37

Super się czyta i fajne fotki, chyba pojadę i ja :)

Awatar użytkownika
_CioneK_70
Posty: 1446
Rejestracja: 25 listopada 2014, 21:30
Motocykl: Virago 1100
Lokalizacja: Kalisz
Wiek: 47
Status: Offline

Re: Na podbój Rumunii!

Postautor: _CioneK_70 » 22 lipca 2016, 00:42

A mówiłem że Kris2k zaczyna deptac po piętach naszemu głównemu globtroterowi Darkowi w opisach trasy... :bravo: :mrgreen:
Przyjemnie się czyta.... kontynuj... :)
Jest tylko cienka czerwona linia pomiędzy rozsądkiem a szaleństwem....

Awatar użytkownika
DAREK.S
Posty: 1835
Rejestracja: 05 listopada 2008, 21:19
Motocykl: XV750, 1990; ST1300
Lokalizacja: Ruda Śląska
Wiek: 42
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: Na podbój Rumunii!

Postautor: DAREK.S » 22 lipca 2016, 08:48

_CioneK_70 pisze:A mówiłem że Kris2k zaczyna deptac po piętach naszemu głównemu globtroterowi Darkowi w opisach trasy... :bravo: :mrgreen:
Przyjemnie się czyta.... kontynuj... :)

Szczerze przyznam, że bardzo mnie cieszy fakt że nie tylko ja takie nudne, przydługie i najeżone zdjęciami relacje wrzucam do tego działu. ;-) :lol:
Poza tym, sam zdecydowanie wolę czytać relacje niż je pisać. A to, że Krisa świetnie się czyta to już wcześniej ktoś zauważył i w 100% się z tym zgadzam. W tym miejscu zasłużenie powinna pojawić się facebookowa łapka: LUBIE TO! :-)
Tak wiele miejsc, tak mało czasu...
:chopper:
Nasze podróże:
Słowenia, Chorwacja, Węgry, Rumunia, Alpy-AT,CH,IT, Alpy-DE,CH,FR, Norwegia

Awatar użytkownika
yummy
Posty: 1099
Rejestracja: 03 lipca 2009, 13:35
Motocykl: B12 '99
Lokalizacja: Bukareszt
Status: Offline

Re: Na podbój Rumunii!

Postautor: yummy » 22 lipca 2016, 10:48

Nie jedź szybciej, niż umiesz myśleć.

Awatar użytkownika
kris2k
Posty: 3370
Rejestracja: 15 czerwca 2010, 07:24
Motocykl: GuStaw
Lokalizacja: Pabianice
Wiek: 46
Status: Offline

Re: Na podbój Rumunii!

Postautor: kris2k » 22 lipca 2016, 11:46

Fajnie że komuś się w ogóle chce czytać te moje wynurzenia. I że jeszcze się niby podoba? Mobilizujecie mnie. Dzięki.
No to jedziemy dalej:


Dzień czwarty

Tego dnia nic nie zapowiadało apokalipsy która to miała się wydarzyć. Ale po kolei.
Wstałem jeszcze przed budzikiem. Ha! Dziś byłem od Ciebie szybszy, znienawidzony brzęczyku. Dość szybko się ogarnąłem i o 8 byłem gotów do wyjazdu. Od Rumuńskich rowerzystów którzy nocowali w tym samym miejscu dowiedziałem się że dziś od 9 Transalpina ma być zamknięta z powodu odbywającego się rajdu. Spoko, jeszcze zdążę. Zapytałem tylko jeszcze gdzie znajduje się najbliższa stacja i w drogę. Jako że stacja nie wzbudziła mojego zaufania, postanowiłem poszukać następnej. Jednak po kilku kilometrach odpuściłem dalsze poszukiwania, czas biegł nieubłaganie i w końcu nie zdążę przed zamknięciem Transalpiny. Wróciłem więc na stację, zatankowałem, i skierowałem się w wiadomym kierunku. Plan na dziś był prosty: przejazd Transalpiną w drugą stronę.
Już w Novaci policja blokuje boczne drogi. Dość szybko docieram do miejsca gdzie wczoraj omijałem zajęty pas przez uczestników rajdu. Niestety, droga okazuje się już zamknięta. Pytam policjanta czy i o której będzie otwarta. Pokazuje mi na swoim zegarku że o 12-tej. I dopiero gdy spojrzałem na zegarek policjanta oświeciło mnie : no tak, przecież w Rumunii mamy godzinę do przodu. Czyli teraz jest już przed 10-tą. Wyciągam swoją niezawodną nawigację i analizuję: szybka zmiana planów, robię nawrót i jadę na drogę która już w Polsce rzuciła mi się w oczy przy przeglądaniu rumuńskich dróg na google maps. Jadę na Petroszany, a następnie drogą 7A w kierunku Transalpiny. Jak dotrę to akurat powinni trasę otworzyć. Wracam do Novaci i pytam policjantów blokujących boczną drogę czy ta w kierunku na Petroszany jest otwarta. Jest. Wskazują mi jeszcze gdzie skręcić aby nie robić koła na Targu Jiu i nie pchać się na krajówkę. To mi pasuje. Ruszam i jadę przez rumuńskie wioski.
Droga jest bardzo przyjemna, żadnego tłoku, dzieci przy drodze machają, wszystkie bez wyjątku. Żadnych faków czy rzucania kamieniami. Wprawia mnie to w dobry nastrój. W jednej z wiosek startują do mnie dwa bezpańskie psy - podnoszę tylko w górę prawą nogę i dodaję lekko gazu. Szybko rezygnują z pościgu. Tak dojeżdżam do głównej drogi na Petroszany. Odbijam w prawo, przejeżdżam przez jakieś miasteczko, i za miasteczkiem nagle droga zaczyna pięknieć. Staję na przydrożnym parkingu na którym zauważam sporo zaparkowanych samochodów. Tu chyba jest coś ciekawego. Nie myliłem się - jest mostek nad rzeką z którego rozpościera się niczego sobie krajobraz:

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Spoglądam jeszcze na mapę w moim super telefonie i już wiem że właśnie przejeżdżam przez park narodowy Defileul Jiului. Przynajmniej tak było na mapie ;)
Droga dość kręta, z jednej strony płynie sobie rzeka, z drugiej góry. Jedzie się w cieniu, co akurat dziś jest bardzo przyjemne bo słońce grzeje dość mocno, pomimo że do południa jeszcze trochę czasu zostało. Z czystym sumieniem polecam tą drogę każdemu kto tam będzie, jest po prostu piękna, i do jazdy, i krajobrazowo.
Po drodze mijam jakiś monastyr, ale nie zatrzymuję się. Nie przyjechałem tutaj tym razem na zwiedzanie zabytków.
W takich to pięknych okolicznościach przyrody docieram do Petroszan. Odbijam na 7A i po kilku kilometrach zaczyna się odcinek szutrowy:

Obrazek
Obrazek

Staję na foto aby uwiecznić fajny kamyk:

Obrazek
Obrazek
Obrazek


i w tym momencie zaczyna mnie dość ostro boleć brzuch. Pakuję się na Gustawa i ruszam. Nie ujechałem chyba nawet 100 metrów gdy zaczął się akt pierwszy dzisiejszej tragedii. Zapewne wszyscy znacie ten stan gdy zwieracze wysyłają do mózgu informację: ,,odmawiamy współpracy?. I taka informacja właśnie dotarła. Nie wiem jakim cudem zdążyłem zatrzymać Gustawa, zrzucić kask i dosłownie skoczyć w bok drogi. Jak na złość ten bok drogi okazał się w dodatku mocno stromy. Ale nie pozycja teraz była najważniejsza a to że dosłownie w ostatniej sekundzie zdążyłem. Udało mi się też nie sturlać w dół bo nawet nie miałbym jak zadzwonić po ten helikopter na który bilet jeszcze w kraju wykupiłem. Jeśli w ogóle byłbym w stanie jeszcze jakikolwiek telefon wykonać. Nie wiem co by było gdybym akurat przez jakieś miasto czy wioskę przejeżdżał, nawet nie chcę sobie tego wyobrażać.
Spocony jak górnik po szychcie pakuję się ponownie na motocykl. I choć szuterek bardzo fajny, to już nie sprawia mi przyjemności. Jadę bo jadę, brzuch cały czas boli. Raz mocniej, raz słabiej, ale ciągle nie daje o sobie zapomnieć.
Dojeżdżam do skrzyżowania z Transalpiną i odbijam w prawo. Mój umysł zaprząta teraz jedna myśl: co będzie jak nastąpi akt drugi? Tu już nie ma gdzie w bok drogi zeskoczyć. To znaczy można, ale będzie to prawdopodobnie ostatni skok mojego nędznego żywota. Ale co poradzić, jechać trzeba.
Pogoda dziś dopisuje. Piękne słońce. Jeszcze raz pokonuję znane mi już, cudowne zakręty. Tym razem upewniłem się że kamerka działa. Droga mija dość szybko i przy ciągle pięknej pogodzie wjeżdżam na przełęcz Urdele. Nawet na samej przełęczy dziś nie jest chłodno, choć zazwyczaj różnica temperatur jest odczuwalna. Parkuję Gustawa i idę rozprostować kości oraz zobaczyć co oferują okoliczni straganiarze. Trzeba przecież jakieś pamiątki dla moich dziewczyn zanabyć. Tak, wiem że to i tak w większości chińszczyzna, ale czy to dla dzieciaków ma jakiekolwiek znaczenie? Pamiątki muszą być i koniec, choć pewnie jak zwykle szybko wylądują na dnie szafy.
Idę jeszcze zrobić kilka fotek:

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek


Jeszcze tylko upewniam się że kamerka jest włączona i czas na zjazd do Novaci.
Droga, pomimo że jechałem nią już wczoraj, nie przestaje zachwycać. Jeszcze po drodze, już nie zsiadając z motocykla, staję na foto:

Obrazek
Obrazek
[img][https://lh5.googleusercontent.com/-K96l1urgCXw/V4focAXmnoI/AAAAAAAAeSQ/uOSqss5JxvcAPrgEC4-oxh7f2GRGKujaACL0B/w1241-h700-no/WP_20160710_11_44_47_Pro%2B1.jpg[/img]
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Dojeżdżam do miejsca w którym odbywał się dzisiejszy rajd. Poznaję po smrodzie spalonej gumy oraz czarnych smugach na każdym zakręcie. Wokół na i za barierkami pełno kibiców. Moje myśli znów krążą wokół jednego tematu: oby tylko nie teraz!!! Na drodze pojawia się policyjna blokada. Przede mną jedzie samochód z tubylcem. Coś rozmawia z policjantami, ci machają ręką i każą mu jechać. Podłączam się i ja. Za chwilę druga blokada, już nie policyjna, ale organizatorów rajdu. Tu dyskusja pomiędzy kierowcą a organizatorem trwa dłuższą chwilę, porozumiewa się z kimś przez krótkofalówkę, wreszcie podchodzi drugi z organizatorów, i usłyszawszy od kierowcy że policja puściła, każe jechać. Przejeżdżamy przez park maszyn, niektóre naprawdę wypasione rajdówki, sporo też seryjnych samochodów sportowych, i perełka: McLaren F1. Po przejechaniu parku maszyn już normalna droga do Novaci.
Dojeżdżając do miasta zastanawiam się czy jest sens kontynuować dzisiaj jazdę. A może wziąć pokój na kolejną noc i przeczekać armagedon? Z drugiej strony, zeświruję cały dzień na kwaterze. Poza tym pogoda taka piękna, a jak się jutro popsuje? Będę sobie w brodę pluł. A co tam, co ma być to będzie. Jadę. Dam radę. Ból brzucha mnie nie pokona.
Ledwie wyjechałem z miasta, oczywiście nie w tym kierunku w którym powinienem co się okaże niebawem, następuje akt drugi tragedii. Jak na złość jadę przez jakąś gęsto zabudowaną wieś. Przekraczam chyba wszystkie przepisy drogowe jakie zostały wymyślone. Na szczęście chociaż ruch zerowy. Ale nie ma gdzie zeskoczyć, dom przy domu. Za nią zaczyna się następna. Oczy już wychodzą mi z orbit. Czuję jak cały puchnę. Nie wiem ile jechałem, nie w głowie mi było patrzenie na licznik, ale gdyby przy drodze stał jakiś patrol, policjant zapewne podarłby moje prawko na strzępy. Mimo że to plastik. Z tym że najpierw musiałby mnie dogonić bo na pewno bym się nie zatrzymał. Wreszcie dostrzegam jakąś rzeczkę, mostek, a przed mostkiem mocno stromy zjazd po luźnych kamieniach. To nieważne. Ważne że za zjazdem są jakieś krzaki. Wpadam w nie wyboistą ścieżką. Jak na złość jacyś tubylcy okupują rzeczkę. Jezusiczku kochany, czemu mi to robisz!!! Pędzę dalej na oślep ścieżką, na którą w normalnych warunkach nie odważyłbym się zjechać, szczególnie samemu tyle kilometrów od domu. Nie myślę w ogóle o tym że trzeba będzie nią wrócić. Po prawej jakiś ogrodzony sad. Ogrodzenie się kończy. Zsiadam praktycznie w biegu, zdążyłem jedynie rozstawić stopkę boczną, Gustaw zgasł. Nie wyłączyłem zapłonu, nie zabrałem kluczyków. Już nie było chwili do stracenia. Gdyby Gustaw upadł pewnie bym nawet tego nie zauważył. Zdążyłem, ale uwierzcie, był to naprawdę ostatni moment.
Wracając dopiero dotarło do mnie gdzie się zapuściłem. Z samym zawróceniem był problem, z wyjazdem nie mniejszy. Ostatni odcinek to praktycznie brak drogi. A ja w terenie to asem nie jestem niestety.
Jakoś udało mi się wytoczyć z powrotem na drogę. Jako że nie wiem gdzie jestem i czy jadę w dobrym kierunku, w ruch idzie nawigacja. Oczywiście, muszę zawrócić. Znów dojeżdżam na obrzeża Novaci, i skręcam tym razem już w dobrym kierunku.
Jadę z zamiarem dostania się jak najbliżej kolejnego punktu mojej wielkiej wyprawy czyli Transfogaraskiej. Żar już leje się z nieba. Staję w jakiejś wiosce na mini stacji benzynowej, Nie, nie po paliwo. To mam. Staję po lekarstwo. Cola jest dobra na wszystko. A taka z lodówki najlepsza. Leczy, orzeźwia i gasi pragnienie.
Po drodze widzę w jakiejś knajpie kilka motocykli na polskich blachach. Nie staję bo dziś nie pogaduchy mi w głowie. Po drodze ekipa dogania mnie. Pozdrawiamy się. Jadę z nimi jakiś czas. Dojeżdżamy razem do Ramnicu Valcea. To miasto na drodze Sybin-Pitesti. Czyli, w moim mniemaniu, w samym sercu Transfogaraskiej.
Tak, wiem, pojechałem kompletnie nieprzygotowany. I co ja na to poradzę? Już tak mam. Przekonany byłem że trasa Transfogaraska to droga łącząca Sybin z Pitesti. Odbijam więc w kierunku Sybin. Wjeżdżam na stację zatankować. Pytam pani kasjerki czy jestem na dobrej drodze, ale jakoś ciężko się nam dogadać. Jadę dalej i coś mi się nie widzi aby to była Transfogaraska. Przecież to jakaś normalna krajówka jest. Ruch okropny, upał nie maleje, na dodatek korek. Jadę środkiem. No tak, wypadek. Jakiś gość wjechał Peugeotem w przydrożny betonowy słupek. Bryka skasowana doszczętnie.
Widzę po prawej duży parking. Staję zasięgnąć języka. Pytam pewnego jegomościa gdzie ta Transfogaraska, bo że to nie ta na której się znajduję to się już zorientowałem. Jako że niezbyt idzie nam rozmowa, wyciągam nawigację, odpalam i dopiero pokazuje mi skąd i dokąd ta trasa przebiega. Teraz to nawet na nawigacji widać jak na dłoni, ta właściwa jest pięknie pokręcona, ta którą ja jadę jakoś nie bardzo. Jestem na siebie zły za swoją gamoniowatość. Mogłem przecież odbić z Ramnicu Valcea na Curtea De Arges, to był rzut beretem, i byłbym u stóp Transfogaraskiej. A tak nawijam niepotrzebnie kilometry i robię niezłe koło. Normalnie przyjąłbym to z uśmiechem i jechał sobie spokojnie dalej, ale nie dziś. Dziś już miałem dość. Toczę się wiec w tym korku dalej w kierunku na Sybin, czasem się nawet uda coś wyprzedzić. Już nie zrobiem błędu i na parkingu wbiłem w nawigację jako punkt docelowy Cortisoarę. Nie mam chęci się już dzisiaj gubić.
Do Sybin nie dojeżdżam bo nawigacja każe mi skręcić. Jadę więc wedle jej wskazówek. I dobrze robię, bo sprowadza mnie z krajówki na boczne drogi przez kolejne wioski. Po pewnym czasie wyjeżdżam znów na krajówkę tym razem na Braszów, i za jakieś 10km już skręcam na Cortisoarę. Przede mną znów góry:

Obrazek
Obrazek

Teraz tylko znaleźć nocleg. W pierwszym miejscu niepowodzenie, nie ma wolnych miejsc, już zakwaterowała się jakaś grupa motocyklistów. Ale to nic, tutaj kwater pod dostatkiem. Przy drugim podejściu strzał w dziesiątkę, jest wolny pokój, za 50lei. Gustaw na podwórko a ja do pokoju. W samą porę bo właśnie zaczynał się kolejny akt dzisiejszej tragedii. Ale teraz jestem już spokojny. Nie muszę szukać krzaków. I tak Cola zadziałała zadziwiająco dobrze, bo choć bólu brzucha nie ukoiła, to przynajmniej powstrzymała armagedon co pozwoliło dojechać do celu już bez gorączkowego poszukiwania krzaczorów.

Po odświeżeniu się idę szukać sklepu. Trzeba zakupić nową porcję lekarstwa i przydałoby się jakieś pieczywo. Dziś jeszcze nic nie jadłem. Sklep znalazłem, pieczywa niestety w nim nie stwierdzono. Trudno. Dziś na kolację będą kabanosy z Polski i na ciepło rosół z torebki. Też ojczysty.

Zapoznaję dwóch nowych kolegów z ich małżonkami, gości tego samego pensjonatu. Okazują się być strażnikami granicznymi. Gadamy do zmroku. Zmęczenie gdzieś odeszło, choć na ostatnich kilometrach dzisiejszego dnia byłem już naprawdę zdrowo padnięty. I gdy tak sobie wesoło biesiadujemy, podjeżdża 9-cioosobowa grupa Serbów na motocyklach. Właśnie zjechali z Transfogarskiej. No to już wiem że szybo spać nie pójdę. Nawet mi nie żal że finałowego meczu Euro nie obejrzę.
Spędziliśmy na wspólnych pogaduchach pół nocy.

Przejechane 422km. Ciężkie kilometry.

I mapka:

https://goo.gl/maps/e1aRzotDtNs

Filmiki dorzucę niebawem
Ostatnio zmieniony 22 lipca 2016, 18:31 przez kris2k, łącznie zmieniany 2 razy.

Awatar użytkownika
Pawlas
Posty: 163
Rejestracja: 03 lutego 2010, 16:35
Motocykl: XV1100/ST1300
Lokalizacja: Kraków
Wiek: 47
Status: Offline

Re: Na podbój Rumunii!

Postautor: Pawlas » 22 lipca 2016, 14:14

To że trasa piękna to wiadomo, ale opis - to więcej niż mnożna zobaczyć bo wyobraźnia dodaje kolorytu.
Gratulacje i nawijaj dalej !

staszek_s
Posty: 191
Rejestracja: 03 września 2014, 21:43
Motocykl: Suzuki DL 650A
Lokalizacja: Radlin, woj Śląskie
Wiek: 52
Status: Offline

Re: Na podbój Rumunii!

Postautor: staszek_s » 22 lipca 2016, 15:21

Dzień mrożący krew w żyłach.. ;) Nawiasem mówiąc masz dziwny sposób korzystania z nawigacji, ja jej używam, żeby się nie zgubić, jadę cały czas z włączoną i z wyznaczoną wcześniej trasą. Ty włączasz dopiero JAK już się zgubisz. Cóż, co kto lubi, mnie omija w ten sposób mnóstwo przygód i ciekawych miejsc... :)

Awatar użytkownika
kris2k
Posty: 3370
Rejestracja: 15 czerwca 2010, 07:24
Motocykl: GuStaw
Lokalizacja: Pabianice
Wiek: 46
Status: Offline

Re: Na podbój Rumunii!

Postautor: kris2k » 22 lipca 2016, 15:30

Cóż, ja nie mam typowej nawigacji. Mój telefon gdy jadę służy mi i za nawigację, i za aparat jednocześnie. Poza tym bateria by mi szybko padła przy ciągle włączonej nawi. Zresztą ja się tak naprawdę lubię gubić, często jeżdżę tylko wyznaczając dany kierunek, a którędy to już mniej ważne. Pamiętam jak fajnie się jeździło z kartką przyklejoną na bak z rozpiską gdzie i w jakim punkcie skręcić w jaką drogę.
A tak ogólnie to jak widać choćby po tej relacji, ja dość nietypowy człowiek jestem i wiele rzeczy robię niezbyt racjonalnie ;) Ale dobrze mi z tym :mrgreen:

Awatar użytkownika
yummy
Posty: 1099
Rejestracja: 03 lipca 2009, 13:35
Motocykl: B12 '99
Lokalizacja: Bukareszt
Status: Offline

Re: Na podbój Rumunii!

Postautor: yummy » 22 lipca 2016, 15:38

Serdecznie współczuję bólu brzucha na trasie, przeżyłam coś podobnego, co rzuciło cień na kilka dni wyjazdu. Mimo iż nie było AŻ TAK źle, jak u Ciebie.
Właśnie byłam w trakcie pisania postu zachwalającego zalety umiejętnego czytania mapy. Ale skoro Ty lubisz się gubić - wolny kraj! Ilu ludzi, tyle sposobów podróżowania i to jest w tym wszystkim najpiękniejsze :)
Nie jedź szybciej, niż umiesz myśleć.

Awatar użytkownika
kris2k
Posty: 3370
Rejestracja: 15 czerwca 2010, 07:24
Motocykl: GuStaw
Lokalizacja: Pabianice
Wiek: 46
Status: Offline

Re: Na podbój Rumunii!

Postautor: kris2k » 22 lipca 2016, 18:21


Awatar użytkownika
toooomelo
Posty: 4403
Rejestracja: 30 kwietnia 2011, 18:04
Motocykl: XV535 -> ZSF600
Lokalizacja: Poznań/Luboń
Wiek: 49
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: Na podbój Rumunii!

Postautor: toooomelo » 22 lipca 2016, 21:49

Piękne wakacje. Bo i piękna relacja. Zwłaszcza, że zapodajesz dużo ładnych fotek.
Tylko pozazdraszczać, hi hi ;-)


P.S.
Jeśli chodzi o filmy mam poradę - nie dodawaj do plików wideo znanych przebojów znanych wykonawców, bo długo ich nie pooglądamy.
Youtube bardzo przestrzega praw autorskich do muzyki i takie filmy blokuje.

Awatar użytkownika
kris2k
Posty: 3370
Rejestracja: 15 czerwca 2010, 07:24
Motocykl: GuStaw
Lokalizacja: Pabianice
Wiek: 46
Status: Offline

Re: Na podbój Rumunii!

Postautor: kris2k » 22 lipca 2016, 22:16

Wiem Tomasz, blokują na szczęście w innych państwach. U nas nie, jeśli już coś to wyciszają ścieżkę dźwiękową.
Jak widzisz te moje ,,produkcje" to takie na kolanie klepane. Wstawiam coś aby widz nie usnął ;)

Awatar użytkownika
toooomelo
Posty: 4403
Rejestracja: 30 kwietnia 2011, 18:04
Motocykl: XV535 -> ZSF600
Lokalizacja: Poznań/Luboń
Wiek: 49
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: Na podbój Rumunii!

Postautor: toooomelo » 22 lipca 2016, 23:22

kris2k pisze:Wiem Tomasz, blokują na szczęście w innych państwach. U nas nie, jeśli już coś to wyciszają ścieżkę dźwiękową.
Jak widzisz te moje ,,produkcje" to takie na kolanie klepane. Wstawiam coś aby widz nie usnął ;)

Widzę, widzę. Na razie jest spoko.
Ale Youtube blokuje też na PL. Na początku na Niemcy i HongKong. Później na PL.
Przekonałem się, bo moich filmów dzisiaj raczej nie uświadczysz. Dlatego przestrzegam ;-)
Dasz radę obejrzeć? https://youtu.be/PQ3lAUOSSng

Awatar użytkownika
kris2k
Posty: 3370
Rejestracja: 15 czerwca 2010, 07:24
Motocykl: GuStaw
Lokalizacja: Pabianice
Wiek: 46
Status: Offline

Re: Na podbój Rumunii!

Postautor: kris2k » 23 lipca 2016, 00:41

No i to jest produkcja! :bravo:
Słuchy chodzą że po waszej wizycie na mazurach krowy przestały się nieść :lol2:

staszek_s
Posty: 191
Rejestracja: 03 września 2014, 21:43
Motocykl: Suzuki DL 650A
Lokalizacja: Radlin, woj Śląskie
Wiek: 52
Status: Offline

Re: Odp: Na podbój Rumunii!

Postautor: staszek_s » 23 lipca 2016, 10:15

kris2k pisze:A tak ogólnie to jak widać choćby po tej relacji, ja dość nietypowy człowiek jestem i wiele rzeczy robię niezbyt racjonalnie ;) Ale dobrze mi z tym :mrgreen:


Tak trzymaj, inaczej mielibyśmy nudne relacje w stylu "dojechałem tu i tu trasą optymalną unikając dróg płatnych" ;)


Wróć do „Turystyka”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość