W 22 dni dookoła Skandynawii - Norwegia, Nordkapp 2016

Ciekawe miejsca, propozycje wycieczek, co warto zobaczyc? Tematy związane z turystyką motocyklową
Awatar użytkownika
Straszaq
Posty: 317
Rejestracja: 02 grudnia 2008, 13:02
Motocykl: BMW R1150 RT
Lokalizacja: Konin
Wiek: 39
Status: Offline

Re: W 22 dni dookoła Skandynawii - Norwegia, Nordkapp 2016

Post autor: Straszaq » 28 grudnia 2016, 21:48

No tak....przeczytalem sporo relacji z wypraw na Nordkapp i wiem, że ci najbardziej zawzięci mieszczą się w 4 tys i są w stanie obrócić w 2 tygodnie tą trasę. Ale własnie czy wybierając się w taka wyprawę życia nie lepiej posmakować jej w całości, tak jak Darek, bez spiny i dziadowania. No chyba, że komuś zależy tylko na "zaliczeniu" przylądka i pochwaleniu się nawiniętymi kilometrami. Ale fakt....nie każdego stać na wypad 3 tygodniowy za naście kawałków, bo będąc mniej wymagającym można w tej kwocie zrobić Nordkapp i pewnie jeszcze dwie mniejsze traski, np. na południe Europy. Dlatego spytałem ile kosztowała taka przyjemność i czy warto się rozmarzyć. Póki co zawsze rozpatrywałem wyjazd w tamte rejony głównie z kabanosami i zupkami chińskimi w kufrach, spaniem byle gdzie itd...ale to co opisuje Darek zdecydowanie bardziej mi się podoba :)
Nieważne jaki masz motocykl...ważne gdzie nim byłeś.

Awatar użytkownika
DAREK.S
Posty: 1902
Rejestracja: 05 listopada 2008, 21:19
Motocykl: XV750, 1990; ST1300
Lokalizacja: Ruda Śląska
Wiek: 43
Kontakt:
Status: Offline

Re: W 22 dni dookoła Skandynawii - Norwegia, Nordkapp 2016

Post autor: DAREK.S » 28 grudnia 2016, 22:39

Dzięki za komentarze. Staram się jak mogę żeby tego nie przeciągać za bardzo ale niestety słabo mi to wychodzi. Tym razem trochę przesadziliśmy z kilometrami i ilością fotek i sam mam problem z ich ogarnięciem. Pewnie mógłbym pominąć to i owo, albo wrzucić fotki bez komentarza ale skoro są sygnały, że da się przez to przebrnąć to pomęczę Was jeszcze. ;-)
kris2k pisze:Nęcisz i kusisz tą swoją relacją na tyle że już powoli głupi się robię i nie wiem gdzie w przyszłym roku wyruszyć -północ czy południe.
...

Hehe, to taka zemsta za Rumunię. Niby byłem ale znowu bym między innymi przez Ciebie jechał ;-)
Straszaq pisze:Ech....pozazdrościć. Marzenia marzeniami ale trzeba myśleć realnie.
...
Te ciągłe popasy w miejscowych knajpkach, kempingi po 100 zł i ogólnie sam fakt, że cała rzecz dzieje się w drogiej Skandynawii coś mi mówią, że to będzie już kwota 5 cyfrowa :)
Niestety nie rozczaruję Cię za bardzo, bo rzeczywiście kwota była 5 cyfrowa. Prawdę mówiąc dokładnie policzyłem tylko paliwo ale niestety nawet orientacyjnie, jak odliczę zbytki i pamiątki, to koszty wyjazdu dobiły nam prawie do 11.000 zł. Koszt oczywiście na dwie osoby i trzy tygodnie i chociaż znając trochę tamte realia spodziewałem się kosztów bliskich 10tyś to liczyłem po cichu, że dyszki nie przekroczymy. Niestety nie udało się ale i tak nie zamieniłbym tego na all-inclusive na Majorce.
kris2k pisze:Fakt, Skandynawia droga jest. A już Norwegia w szczególności. Ale można koszty znacznie ograniczyć. Spać można na dziko nie wydając na kempingi, a w takiej Finlandii z miejscem na namiot nie będzie problemu. Żarcia z kraju też można zabrać. Sam Nordkapp jeśli się ktoś uprze zaliczyć można potraktować jako dwudniowy wypad z Finlandii. Wszystko się da zrobić po taniości.
"Po taniości" to oczywiście pojęcie względne, bo niejeden pewnie powie, że właśnie tak zrobiliśmy tę Skandynawię wydając tylko 11tyś. ;-) Żeby nie było - dla nas taki koszt to też spory wydatek i nie wynikał on wcale z szastania kasą na lewo i prawo, Wręcz przeciwnie - staraliśmy się zrobić to po taniości chociaż może nie do końca wyszło. :-(
Tak jak pisał Straszaq postaram się na koniec zrobić dokładniejsze podsumowanie, a na razie tak orientacyjnie napiszę z jakimi kosztami trzeba się liczyć, a na czym można oszczędzić.

1) Paliwo i promy (tutaj szczegóły):
- ok.3700 zł - tutaj możecie coś urwać tylko jeżeli macie lekką rękę, a wasz motocykl spali poniżej 5,5l/100km. Zaryzykuję stwierdzenie, że jedynie jadąc na DL650 można by poczuć różnicę
2) Koszty płatnych dróg/Nordkapp
- ok. 500-1000zł - zależy od trasy. Na Nordkapp można prześlizgnąć się w nocy za darmo ale normalnie kosztuje to 80-130zł/osobę
3) Noclegi
- 2100zł - żeby się nie rozczarować trzeba liczyć średnio ok. 100zł/2osoby/1noc. Czasem jest taniej, a czasem drożej.
Co do noclegu na dziko to nie jest tak różowo jak pisze kris2k, bo:
- tak, wolno tak biwakować ale tylko na jedną noc i nie na prywatnym terenie - w Norwegii niestety dość trudno o takie miejsca, bo wszystko co nie jest skałą jest zwykle ogrodzone. W Finlandii jest chyba trochę lepiej ale na południu też widać sporo płotów.
- higiena, a właściwe jej brak - dla chłopów to pewnie nie problem ale spróbuj przetłumaczyć dziewczynie że można się nie myć przez trzy tygodnie
- temperatura/suszenie - z własnego doświadczenia: po 500km w temperaturze 5-10 stopni nic nie robi lepiej niż gorąca kąpiel (5zł/3min) albo sauna na kempingu
- czasami niestety nie ma wyjścia i domek jest jedyną możliwością spędzenia nocy, bo temperatura albo woda nie dają szans na rozstawienie namiotu
4) Wyżywienie - na tym teoretycznie można oszczędzać
- 2000zł(śniadania i kolacje)- z moich obserwacji i doświadczeń wynika, że trzeba ostrożnie liczyć około 100zł/2osoby/1dzień na lekkie posiłki typu śniadanie i kolacja, robione we własnym zakresie z produktów kupionych w sklepie. Oczywiście nie zawsze robiliśmy kolację we własnym zakresie, czasami zastępowała ją obiado-kolacja ale mniej więcej tak bym to szacował
- 2000zł (obiady) - tu trudno mi dokładnie szacować ale można przyjąć jakieś 100zł/osobę - oczywiście w naszym przypadku rzadko zdarzały się typowe obiady. Liczę że może z 10 razy nam się zdarzyło i było to raczej coś ciepłego w trasie niż typowy obiad. Reszta obiadów to porcje górskiego żarcia wiezione z domu.

Wydaje się, że na wyżywieniu można zaoszczędzić najwięcej ale w naszym przypadku praktyka tego nie potwierdza:
- chociaż mamy trochę wprawy w minimalnym pakowaniu, to jak dla mnie niemożliwe jest zapakowanie produktów żywnościowych wystarczających na (w miarę zdrowe) wyżywienie się 2 osób przez trzy tygodnie na jeden motocykl. W konfiguracji 1osoba/1motocykl można o tym pomyśleć.
- zapasy które wytrzymają 3 tygodnie na motocyklu, nawet te kupione w Polsce też trochę kosztują ale oczywiście o tych kosztach zwykle się zapomina ;-)
- w czasie wyjazdu zwykle spędzamy na motocyklu cały dzień, bo albo robimy dość duże przebiegi dzienne albo fundujemy sobie jakieś zwiedzanie. Nie mamy więc zwykle czasu na to, by w środku dnia szukać miejsca na rozbicie kuchni i gotowanie, a trudno żyć całe trzy tygodnie tylko na kabanosach (sorry Blunio). Nie wiem jak inni ale ja nie wyobrażam sobie prowadzić motocykla przez cały dzień tylko na suchych kaloriach, zwłaszcza gdy na głowę pada, a temperatura oscyluje ok. 10 stopni. Spróbujcie w takich warunkach gdzieś na poboczu drogi rozłożyć się z kuchenką i zjeść uczciwy ciepły posiłek. Sorry, może jestem snobem ale w takim przypadku wolę zapłacić ale zjeść uczciwie coś w przydrożnym barze. Niestety nawet gorąca kawa czy herbata która zdecydowanie poprawia samopoczucie po 2-3 godzinkach w siodle trochę tam kosztuje - wiem, wiem są termosy ale Prosiak nie ma na niego uchwytu. ;-)
- to pewnie już nasze zboczenie ale jak jesteśmy te 1000-2000km od domu to lubimy czasem spróbować coś z lokalnego gara, a nie tylko chińskie zupki z Radomia. ;-)

Podsumowując:
Koszty nie do uniknięcia:
- paliwo+opłaty drogowe - ok. 4500zł/1motor/2osoby. Przy założeniu 1osoba/1motor może uda się zejść do kwoty 3000 zł
Koszty które można potencjalnie ciąć:
- noclegi - zakładając nocleg na kempie tylko co 2 dzień - ok. 1000zł/2os. (700zł/1os.)
- wyżywienie - można wziąć wszystko z domu (o ile macie miejsce w kufrach) chociaż to też kosztuje - zakładając całodzienne wyżywienie na skromnym (może się mylę) poziomie 30zł/1os. wychodzi 1200zł/2os. Do tego doliczyć trzeba koszt pieczywa, bo tu chyba trudno wziąć zapas - 10zł/2os./1dzień = 200zł

Wychodzi mi "po taniości" na dwie osoby ok. 7tyś przy założeniu że jadą jednym motocyklem. W konfiguracji 1os./1motocykl wychodzi pi*drzwi=4400zł. Szacuję oczywiście według siebie i nie każdy się z tym pewnie zgodzi, a może nawet powie że można dużo taniej. Nie będę się sprzeczał ale nie przyznam też racji - nie chciałbym zafundować komuś rozczarowania kosztami. Ja w każdym razie wolę nastawić się na wyższe koszty przed wyjazdem i cieszyć się że udało się zaoszczędzić niż na odwrót. Jeżeli chcecie innej opinii to warto zajrzeć tutaj: viewtopic.php?f=5&t=28572&p=566143#p566020 Wyprawa podobna, koszty dziwnym zbiegiem okoliczności pokrywają się z moimi kalkulacjami. ;-)

PS. Hehe, okazało się że marudziłem nad tym postem prawie godzinę zamiast wklejać zdjęcia, a w międzyczasie Straszaq sam odpisał. Co za tempo. :frustrated: ;-) :lol:
Tak wiele miejsc, tak mało czasu...
:chopper:
Nasze podróże:
Słowenia, Chorwacja, Węgry, Rumunia, Alpy-AT,CH,IT, Alpy-DE,CH,FR, Norwegia

Awatar użytkownika
kris2k
Posty: 3377
Rejestracja: 15 czerwca 2010, 07:24
Motocykl: GuStaw
Lokalizacja: Pabianice
Wiek: 47
Status: Offline

Re: W 22 dni dookoła Skandynawii - Norwegia, Nordkapp 2016

Post autor: kris2k » 29 grudnia 2016, 01:48

Zgodzę się z Wami. Jednak ja pisałem głównie o Finlandii z ewentualnym wyskokiem na Nardkapp. Z tego co się orientuję Wasza trasa Darku była o wiele dłuższa, cała ,,droga" Norwegia, więc i koszty wyższe.
Zgadza się też że wiele zależy od pogody - po całym dniu w deszczu też by mi się nie widziało namiotu w lesie rozbijać. Nieraz trzeba wziąść jakiś pokój lub domek. Co do żywności - jadąc samemu oprócz kabanosów można spakować konserwy, można zrobić weki i w ten sposób też da się sporo zaoszczędzić.
Nie piszę tutaj o typowym ,,żydowaniu" i odmawianiu sobie wszystkiego. Próbuję jedynie wspólnie się zastanowić czy dla tych z mniej zasobnym portfelem jest w ogóle sens ruszać do Skandynawii. Moim zdaniem jest i da się. Tylko, jak zwykle, coś za coś.

borgi
Posty: 76
Rejestracja: 22 czerwca 2016, 16:02
Motocykl: XV920J
Lokalizacja: Kraków/Zabrnie
Wiek: 37
Status: Offline

Re: W 22 dni dookoła Skandynawii - Norwegia, Nordkapp 2016

Post autor: borgi » 29 grudnia 2016, 10:07

Znam takich wariatów co byli na nortczapce w tym roku po taniości :-) Ale oni tak zawsze :-)

http://www.otostrona.pl/piotrc/index.ph ... a-tyk-2016

Dobrze jest wtedy poczytać relację Darka z takiej innej strony - takiej normalnej :-)

Awatar użytkownika
DAREK.S
Posty: 1902
Rejestracja: 05 listopada 2008, 21:19
Motocykl: XV750, 1990; ST1300
Lokalizacja: Ruda Śląska
Wiek: 43
Kontakt:
Status: Offline

Re: W 22 dni dookoła Skandynawii - Norwegia, Nordkapp 2016

Post autor: DAREK.S » 29 grudnia 2016, 11:31

kris2k pisze: ....
Nie piszę tutaj o typowym ,,żydowaniu" i odmawianiu sobie wszystkiego. Próbuję jedynie wspólnie się zastanowić czy dla tych z mniej zasobnym portfelem jest w ogóle sens ruszać do Skandynawii. Moim zdaniem jest i da się. Tylko, jak zwykle, coś za coś.
Jak najbardziej Cię rozumie - komentowałem właściwe dlatego, że niestety stwierdzenie "po taniości" nie bardzo mi pasuje do jakiegokolwiek wyjazdu w tamte rejony. Jaką by drogą nie jechać na Nordkapp to z południa Polski wychodzi ok. 6,5 tysiąca kilometrów, więc samo paliwo+promy musi kosztować około 3000-3500zł. Dla mnie to już jest kwota za którą dwie osoby mogą spędzić urlop "na bogato" gdzieś na południu, np. w Chorwacji, Czarnogórze czy Rumunii.
Nawet jak doliczysz do tego minimalne kwoty za żarcie i nocleg, to robi się całkiem spora sumka jak na nasze polskie realia. Zwłaszcza, że w tej cenie możesz otrzymać 2 tygodnie nieustannego deszczu, zimno i mgłę na Nordkapie która nie pozwoli Ci obejrzeć nawet czubków swoich butów. Czy warto? Każdy musi ocenić sam.
Oczywiście żeby nie było niedomówień - ja zgadzam się z Tobą w 100%, że warto zbierać złotówki, zaryzykować i jechać w tamte rejony. Sam gorąco wszystkich do tego namawiam, bo przecież w innym przypadku nie pisałbym tej relacji. :rock:
borgi pisze:Znam takich wariatów co byli na nortczapce w tym roku po taniości :-) Ale oni tak zawsze :-)

http://www.otostrona.pl/piotrc/index.ph ... a-tyk-2016

Dobrze jest wtedy poczytać relację Darka z takiej innej strony - takiej normalnej :-)
Fajna relacja, ale mimo wszystko chyba nie nazwałbym jej wyjazdem "po taniości". Panowie nie podają (nie znalazłem) całkowitych kosztów ale poza kilkoma nocami na dziko chyba nie bardzo oszczędzają. Wiozą co prawda prowiant z domu i pichcą na kuchence ale zaopatrują się też mięso i inne frykasy w sklepach po drodze, a to jak pisałem nie jest jakąś super tanią opcją. Wychodzi na to, że to ja trochę dziadowałem a nie oni, bo na Nordkapie poszli full opcją - najdroższe bilety i kawka po 30zł chociaż można było sporo taniej. ;-)
Chętnie dowiedziałbym się ile ich kosztował ten wypad i ile można tak naprawdę urwać z tych 4,0 tyś/osobę, które wydają mi się realnym, minimalnym kosztem takiego wyjazdu.

PS. Oczywiście, ja nie wliczałem do wszystkich tych wydatków kosztów serwisu - trasa na Nordkapp i z powrotem oznacza w 90% obowiązkową wymianę opon i olejów.
Tak wiele miejsc, tak mało czasu...
:chopper:
Nasze podróże:
Słowenia, Chorwacja, Węgry, Rumunia, Alpy-AT,CH,IT, Alpy-DE,CH,FR, Norwegia

Awatar użytkownika
kris2k
Posty: 3377
Rejestracja: 15 czerwca 2010, 07:24
Motocykl: GuStaw
Lokalizacja: Pabianice
Wiek: 47
Status: Offline

Re: W 22 dni dookoła Skandynawii - Norwegia, Nordkapp 2016

Post autor: kris2k » 29 grudnia 2016, 12:15

Z drugiej strony takie Alpy na ten przykład czyli Austria, Szwajcaria, Włochy chyba jednak taniej nie wyjdą niż Skandynawia. Weźmy pod uwagę choćby fakt że tam się na dziko nigdzie nie rozbijesz, a ceny za kemping mniej więcej na tym samym poziomie. Tańsze destynacje to właśnie Rumunia, Bułgaria, większa część Bałkanów, no i oczywiście wschód czyli Ukraina, Białoruś, Rosja, tam też jest gdzie pojechać i co zobaczyć.
Tak czy siak, dla każdego coś się znajdzie, jedyne co trzeba to chęć i wyjście za próg domu. Dalej samo się kręci.

Awatar użytkownika
Bynio
Posty: 1288
Rejestracja: 05 czerwca 2011, 18:21
Motocykl: XVS 1300 2007r.
Lokalizacja: Kutno
Wiek: 52
Status: Offline

Re: W 22 dni dookoła Skandynawii - Norwegia, Nordkapp 2016

Post autor: Bynio » 29 grudnia 2016, 16:28

Darek napisz coś o pogodzie jaką tam miałeś , bardziej mnie interesuje pogoda w rejonach południowo-zachodnich w Norwegii . Trochę mi świta w głowie taka wycieczka ale bardziej tak na zwiedzanie i maksymalnie do Trondheim.
Obrazek
Umiarkowane spożywanie alkoholu nie jest szkodliwe nawet w duzych ilościach

Awatar użytkownika
Top Gun
Posty: 1759
Rejestracja: 25 sierpnia 2015, 16:23
Motocykl: XV1100, CRF 1000
Lokalizacja: Wrocław
Wiek: 54
Status: Offline

Re: W 22 dni dookoła Skandynawii - Norwegia, Nordkapp 2016

Post autor: Top Gun » 29 grudnia 2016, 17:06

[quote="kris2k"]Z drugiej strony takie Alpy na ten przykład czyli Austria, Szwajcaria, Włochy chyba jednak taniej nie wyjdą niż Skandynawia. Weźmy pod uwagę choćby fakt że tam się na dziko nigdzie nie rozbijesz, a ceny za kemping mniej więcej na tym samym poziomie[quote]

No niestety Alpy nie wychodzą tanio :cry: a lubię :wink:
,,Nie rezygnuj z marzeń, nigdy nie wiesz kiedy okażą się potrzebne,,

Awatar użytkownika
Wiki
Posty: 252
Rejestracja: 23 marca 2014, 14:50
Motocykl: XL600V
Lokalizacja: Dukla
Status: Offline

Re: W 22 dni dookoła Skandynawii - Norwegia, Nordkapp 2016

Post autor: Wiki » 03 stycznia 2017, 17:28

Czekamy na cd.
Do Nordkapp już niby tak blisko a tu nic .... :kawa:

Awatar użytkownika
Straszaq
Posty: 317
Rejestracja: 02 grudnia 2008, 13:02
Motocykl: BMW R1150 RT
Lokalizacja: Konin
Wiek: 39
Status: Offline

Re: W 22 dni dookoła Skandynawii - Norwegia, Nordkapp 2016

Post autor: Straszaq » 03 stycznia 2017, 22:50

Mamy nowy rok...Darek już pewnie zajęty planowaniem kolejnej wyprawy. Ciekawe co tym razem wymyśli :)
Nieważne jaki masz motocykl...ważne gdzie nim byłeś.

Awatar użytkownika
DAREK.S
Posty: 1902
Rejestracja: 05 listopada 2008, 21:19
Motocykl: XV750, 1990; ST1300
Lokalizacja: Ruda Śląska
Wiek: 43
Kontakt:
Status: Offline

Re: W 22 dni dookoła Skandynawii - Norwegia, Nordkapp 2016

Post autor: DAREK.S » 06 stycznia 2017, 16:43

Bynio pisze:Darek napisz coś o pogodzie jaką tam miałeś , bardziej mnie interesuje pogoda w rejonach południowo-zachodnich w Norwegii . Trochę mi świta w głowie taka wycieczka ale bardziej tak na zwiedzanie i maksymalnie do Trondheim.
Bynio, pogoda w Skandynawii to dość niepewny temat - ja po dwóch wyjazdach mogę powiedzieć, że pogoda sprzyja motocyklistom, ale znam też osoby które napiszą, że tam ciągle pada. Nie wiem czy my mamy takie szczęście, czy inni nie płacą ubezpieczenia klimatycznego. ;-)
Pisząc już trochę poważniej, to my naprawdę nie trafiliśmy tam na złą pogodę i nigdy tak naprawdę nie zmokliśmy na motorze podczas jazdy. W tym roku objechaliśmy całą północ i dopiero pod Bergen złapał nas pierwszy poważny deszcz. Niestety mam wrażenie, że właśnie ta południowo-zachodnia część Norwegii jest dość kapryśna pogodowo. W tym roku (a właściwie już w zeszłym ;-)) spotkałem na południu Norwegii znajomego z Bytomia, który utrzymywał że cały tydzień w tych rejonach padało. To cały czas, to według mnie pewnie trochę przesada ale może akurat mieli pecha i poruszali się cały czas pod chmurą. Według moich skromnych doświadczeń większość tych opadów to opady przelotne i albo trzeba przed nimi uciekać i jechać nie zatrzymując się żeby za bardzo nie zmoknąć albo "chwilę" przeczekać. Ta "chwila" w cudzysłowie może niestety oznaczać pół dnia albo i dłużej więc planując wyprawę w tamte rejony nigdy nie ustawiałbym planu co do dnia bez żadnej rezerwy, bo chęć zaliczenia wszystkiego może skończyć się koniecznością jazdy w kiepskiej pogodzie, a wrażenia z wyjazdu będą żadne. Z tego samego powodu, nawiązując trochę do wątku "wyprawy-po-taniości", zakładam, że konieczne może być wynajmowanie chatek zamiast spania pod namiotem. Niestety żadne, nawet najpiękniejsze widoki nie będą cieszyć po dwóch dniach składania i rozkładania mokrego namiotu i upychania mokrych ciuchów po sakwach. Wydaje mi się, że przy tak wysokich kosztach całej podróży, wydanie tych 500-1000zł więcej za możliwość wysuszenia się i wyspania w cieple jest jak najbardziej usprawiedliwione. Zwłaszcza, że jeżeli ma się już pecha i solidnie przemoknie, to są małe szanse na szybkie (w ciągu dnia) wysuszenie się na słońcu, bo na 30 stopniowe upały nie ma co liczyć. Żeby się za bardzo nie rozczarować sugerowałbym nastawić się na temperaturę 17-22 stopni w ciągu dnia, oczywiście na poziomie morza. Wyjeżdżając wyżej (drabina Troli, Geiranger) trzeba liczyć się ze spadkiem temperatury o 10 stopni. Nie mierzyłem nigdy dokładnie ale temperatury w nocy, to około 10-15 stopni więc 600 gramowy śpiworek (chyba, że puch) to trochę za mało. Zakładając spanie pod namiotem trzeba zaopatrzyć się w śpiwór o komforcie 5-10 stopni.
Nie wiem co jeszcze napisać żeby za bardzo nie zaśmiecać wątku - jeżeli masz jakieś pytania, to śmiało dzwoń albo pisz PW.
Top Gun pisze:
kris2k pisze:Z drugiej strony takie Alpy na ten przykład czyli Austria, Szwajcaria, Włochy chyba jednak taniej nie wyjdą niż Skandynawia. Weźmy pod uwagę choćby fakt że tam się na dziko nigdzie nie rozbijesz, a ceny za kemping mniej więcej na tym samym poziomie
No niestety Alpy nie wychodzą tanio :cry: a lubię :wink:
Hehe, to ja mam trochę inne doświadczenia i według mnie przy Norwegii wycieczka w Alpy wychodzi zdecydowanie taniej. Oceniłbym, że tak 2/3 kosztów Norwegii. Kempingi w Alpach nie są może tańsze, ale paliwo (nie licząc Włoch) i wyżywienie to jednak zupełnie inne koszty. Do tego trzeba kalkulować liczbę przejechanych kilometrów, bo jadąc na dwa tygodnie do Norwegii, nawet tylko na południe, trzeba zrobić przynajmniej 5000km i właściwie niewiele się pojeździ. Robiąc w dwa tygodnie 3000 km po Alpach, przynajmniej według mnie, można mieć dość widoków, winkli i siodła motocykla na dłuższy czas. ;-)
Wiki pisze:Czekamy na cd.
Do Nordkapp już niby tak blisko a tu nic .... :kawa:
Straszaq pisze:Mamy nowy rok...Darek już pewnie zajęty planowaniem kolejnej wyprawy. Ciekawe co tym razem wymyśli :)
Sorry za opóźnienia. Sylwester był męczący i trudno było wrócić do prozy życia. Straszaq skąd wiedziałeś, że rysowałem już pierwsze mapki w googlu? ;-) :D
Kolejna część relacji w drodze, ale musicie mi dać jeszcze kilka dni czasu na uporządkowanie fotek. Niestety, jak kiedyś dość wygodnie wrzucało się je z picassy, to teraz Google utrudniło życie i w nowych albumach nie można nawet tych fotek dobrze posortować nie mówiąc już o jakimkolwiek skalowaniu czy wygodnym linkowaniu.
Na osłodę czasu oczekiwania na tekst, dla tych którzy jeszcze nie mają dość obrazków, udostępniam link do galerii w której znajdziecie więcej fotek w z opisanego do tej pory fragmentu trasy. Mam nadzieję, że jeżeli Wam się coś nie spodoba to napiszecie mi PW zamiast generować z nich memy w Internecie. ;-) Galerię znajdziecie tutaj. Przyjemnego oglądania. :-)
Tak wiele miejsc, tak mało czasu...
:chopper:
Nasze podróże:
Słowenia, Chorwacja, Węgry, Rumunia, Alpy-AT,CH,IT, Alpy-DE,CH,FR, Norwegia

Awatar użytkownika
Bynio
Posty: 1288
Rejestracja: 05 czerwca 2011, 18:21
Motocykl: XVS 1300 2007r.
Lokalizacja: Kutno
Wiek: 52
Status: Offline

Re: W 22 dni dookoła Skandynawii - Norwegia, Nordkapp 2016

Post autor: Bynio » 08 stycznia 2017, 18:55

Dzięki za informację :)
Obrazek
Umiarkowane spożywanie alkoholu nie jest szkodliwe nawet w duzych ilościach

Awatar użytkownika
DAREK.S
Posty: 1902
Rejestracja: 05 listopada 2008, 21:19
Motocykl: XV750, 1990; ST1300
Lokalizacja: Ruda Śląska
Wiek: 43
Kontakt:
Status: Offline

Re: W 22 dni dookoła Skandynawii - Norwegia, Nordkapp 2016

Post autor: DAREK.S » 11 stycznia 2017, 23:07

Dzień 10 - Tana(Norwegia) -> Nordkapp Camping(Norwegia)
Wygląda na to, że w końcu doczekaliśmy się dnia, w którym staniemy na skraju Europy i powiemy, że dalej się już nie da. :-) Rozczaruję jednak pewnie część czytelników pisząc, że to nie Nordkapp jest dzisiejszym celem. Chociaż zdecydowana większość motocyklistów zdobywając północ kieruje swoje maszyny od razu na Nordkapp, to my musimy oczywiście zrobić to jednak trochę inaczej. Pomysł zapożyczyłem z jakiejś wcześniej przeczytanej relacji więc oczywiście oryginalny w 100% nie jestem, ale mimo wszystko cieszy nas poczucie, że nie podążamy typowymi udeptanymi przez tłumy turystów ścieżkami. Jak już wcześniej pisałem, w pierwszej kolejności chcemy udać się na przylądek Nordkinn, na końcu którego znajduje się najbardziej na północ położony punkt naszego kontynentu. A Nordkapp? Niestety, Nordkapp leży na wyspie więc się nie liczy - przynajmniej na razie. ;-) :mrgreen:
Niestety, ponieważ punkt ten dostępny jest tylko dla wytrwałych piechurów, my zadowolimy się odwiedzinami wioski Gamvik i latarni morskiej w Sletness, która jest podobno najbardziej wysuniętą na północ latarnią Świata, a na pewno Europy, zbudowaną na stałym lądzie.
Plany są ambitne, bo pomimo tego że do Gamvik mamy niecałe 210 kilometrów, to przecież trzeba jeszcze stamtąd wrócić przynajmniej 120 km do miejscowości Ifiord gdzie jest szansa znaleźć jakiś nocleg. Jest również opcja przeprawy promowej z przylądka Nordkinn, z miejscowości Kj?llefjord bezpośrednio na wyspę Mager?ya (tam znajduje się Nordkapp) do miejscowości Honningsv?g. Nam jednak ta opcja nie bardzo odpowiadała, bo spodziewaliśmy się, że raczej nie zdążymy na odpływający raz dziennie prom. Z drugiej strony stwierdziliśmy, że skoro już dojechaliśmy tak daleko to nie wypada rezygnować z żadnego kilometra asfaltu prowadzącego przez ten surowy krajobraz północy i pozbawiać się widoków, których prawdopodobnie już nigdy więcej z siodła naszego Prosiaka nie będziemy mieli okazji oglądać. Zakładamy więc, że ciśniemy dzisiaj na kołach ile się da i jak tylko pogoda pozwoli spróbujemy dojechać do jednego z kempingów w okolicach Nordkappu. Trasa na dzień dzisiejszy wygląda więc mniej więcej tak:
Obrazek

Zanim jednak ruszymy w trasę musimy rozprawić się grzybami, które poprzedniego wieczora wpadły nam w ręce. Szczęśliwie, po sąsiedzku mamy jeden z popularnych w Norwegi marketów REMA1000 więc możemy uzupełnić bazę produktów niezbędnych do zorganizowania solidnego śniadanka na gorąco. W końcu zapowiada się dzisiaj długi i zimny dzień w siodle, a znając norweskie realia gastronomiczne pewnie dopiero wieczorem będzie okazja na zorganizowanie konkretniejszego obiadu. Jajecznica oczywiście smakowała wyśmienicie chociaż do końca zastanawialiśmy się czy te rosnące tak na widoku grzyby rzeczywiście są jadalne. Do tego stopnia się nakręciliśmy, że przez kolejne dwie godziny obserwowaliśmy u siebie przeróżne, wyimaginowane objawy zatrucia. ;-)
Obrazek
Obrazek

Kiedy my napychamy się jajecznicą Prosiak gotowy do jazdy cierpliwie czeka przed kuchnią, tzn. przed małą szarą budką udającą kuchnię. Pewnie trochę biedak marznie, bo temperatura nie przekracza póki co 10 stopni. Niestety nie zapowiada się też żeby później miało być lepiej więc po raz pierwszy wpinamy w ciuchy komplet podpinek i wskakujemy w ciepłą bieliznę. W końcu, kilka minut po 10:00, wsuwamy otwartą na odpowiedniej stronie papierową nawigację w tankbag i ruszamy przed siebie. Na początek trzymamy się dwucyfrowej, krajowej drogi nr 98 - to właściwie jedyna droga w okolicy więc problemu z wyborem trasy nie ma. Droga najpierw prowadzi wzdłuż rzeki Tana, a potem wspina się ponad Tanafjord - nasz pierwszy w tym roku fiord. Droga nie jest zła widokowo ale niestety nawierzchnia jest dość kiepska. Widać, że ciężkie zimy szkodzą drogom nie tylko w Polsce. ;-)
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Droga wzdłuż fiordu przypomina nam nieco widoki z 2015 roku z południa Norwegii, tyle że tam było jednak trochę cieplej. Roślinność też była nieco bujniejsza, bo teraz towarzyszą nam tylko karłowate krzaki, których z resztą ubywa z każdym przejechanym kilometrem. Wygląda na to, że na słońce dzisiaj liczyć nie możemy ale przynajmniej póki co jest sucho. Temperatura nie powala - 8 stopni nie rozpieszcza ale da się wytrzymać. Jak dotąd nawet Monika nie marudzi i dzielnie strzela fotki, z którymi mam teraz problem. :-) W ciągu tego dnia strzeliła przeszło 200 zdjęć zdatnych do oglądania, a ja kombinuję jak wybrać 30 które mógłbym tu wrzucić i Was nie zanudzić. Zwłaszcza, że większość jest taka sama: morze, góry, asfalt, droga na Ostrołękę ;-)
Wracając do trasy - w pewnym momencie wskoczyliśmy na świeży asfalt, którego zabrakło na pierwszych kilometrach trasy. Potem było jeszcze lepiej - jakieś 30 kilometrów przed miejscowością Ifjord wjechaliśmy na jakiś płaskowyż z księżycowym krajobrazem. Przecinała go szeroka i gładka jak stół nitka suchego asfaltu, który zachęcał do rozwijania trzycyfrowych prędkości. Frajdę z jazdy psuł jednak mocny wiatr i temperatura ok. 10 stopni - nawet owiewki Prosiaka nie dają takiej ochrony żeby w tych warunkach powstrzymać stopniową przemianę w sopel przy prędkości około 120 km/h.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

W miejscowości Ifiord odbijamy na drogę 888 prowadzącą na przylądek Nordkinn. Widoczki znowu jakby znajome - gdyby nie temperatura to można by momentami pomyśleć że to Chorwacja i Jadrańska Magistrala. Lazur morza, wysepki i gołe wzgórza po drugiej stronie drogi są "prawie" takie same - tylko te plaże jakieś bardziej dzikie. :-)
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Po kilkudziesięciu kilometrach oddalamy się od wybrzeża i znów lądujemy na księżycu. :-) Dookoła gołe skały, pustka na drodze i asfalt po horyzont. I tak przez kolejne 100 kilometrów aż do miejscowości Mehamn, w której pośród tej całej dziczy można w końcu znaleźć trochę cywilizacji. :-)
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Pisząc o Mehamn "miasteczko" trochę chyba przesadzam, bo mieszka tutaj niecałe 800 osób jak wierzyć Wikipedii. Chociaż z drugiej strony mają tu lotnisko i stację benzynową więc nie wypada chyba pisać "wioska". Cywilizacja, cywilizacją ale póki co my nie tego teraz szukamy więc bez zatrzymywania odbijamy w kierunku Gamvik na drogę, którą przez większą część roku można przejechać tylko za pługiem. Nam pogoda cały czas sprzyja i nie musimy przebijać się przez zaspy śniegu, które zalegają tu zwykle przez więcej niż 200 dni w roku. Jak można się było spodziewać droga na Gamvik to dalej trasa przez księżyc - surowy krajobraz, silny wiatr i temperatura ok. 8 stopni czyli motocyklowy raj. ;-)
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Gamvik, to mała (500 mieszkańców) wioska rybacka na końcu świata. Wystarczą jakieś trzy minuty żeby ją zwiedzić z siodła motocykla. Na piechotę zajęło by to pewnie trochę dłużej, bo można zajrzeć do kościoła, muzeum, sklepiku i na stację benzynową. Można również pozaczepiać wałęsające się w ogródkach domów renifery. :-)
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Tym razem renifery nie przyciągają naszej uwagi na zbyt długo i po strzeleniu kilku fotek z siodła na potrzeby dokumentacji, szybko ruszamy dalej. Kto wie, chyba świadomość że już tylko pojedyncze kilometry dzielą nas od "końca świata" wywołuje u nas niezdrowe podniecenie i nie pozwala nam się zatrzymać na dłużej. Błyskawicznie połykamy więc ostatnie 3,5 kilometra trasy do latarni i nawet fakt, że gdzieś mniej więcej w połowie tej drogi skończył się asfalt nie mógł nas powstrzymać. Prosiak oczywiście nie miał wyjścia i musiał bez protestów dotrzymywać nam kroku chociaż szutry to nie do końca jego specjalność. ;-) Biedaczysko dzielnie zniosło dziurawy szutrowy odcinek specjalny i pomimo kilku mocnych strzałów w zawieszenie zrzucił nas dopiero na parkingu pod latarnią. :-)
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Zmarznięci i zmęczeni po trzech godzinach właściwie nieprzerwanej jazdy w niezbyt przyjaznych warunkach dotarliśmy w końcu do celu naszej tegorocznej podróży. Udało się - zatrzymaliśmy się pod latarnią na krańcu Europy, a dalej już jechać nie można!!! :rock: Teraz dopiero dociera do nas jak daleko od domu jesteśmy i że to właściwie koniec tegorocznej podróży. Co prawda przed nami jest jeszcze Nordkapp ale to już tylko formalność. ;-)
OK, trzeba otrząsnąć się z refleksji i oddać czemuś przyjemniejszemu zwłaszcza, że w latarni można znaleźć kawiarnię. :-) Kawiarnia okazuje się bardzo symboliczna i nie serwowała nic poza kawą z ekspresu i herbatką ale ciepłe wnętrze i sympatyczne panie z obsługi uratowały klimat. Gorąca kawa i tradycyjny norweski goferek z dżemem spożyty na końcu świata smakuje wyśmienicie i pozostanie w naszej pamięci na długo. Rachunek za kawę, herbatkę i dwa małe goferki opiewa na 95NOK więc całkiem przyzwoicie jak na takie miejsce. :-)
W latarni można też zarezerwować i wynająć pokój ale to kosztuje już zdecydowanie więcej. Ceny zaczynają się od 750NOK/osobę więc raczej nie skorzystamy i poszukamy spania gdzieś indziej. Dopijamy kawkę, uzupełniamy bazę fotek i ruszamy w drogę powrotną starając się omijać poznane już dziury na szutrowym odcinku specjalnym. :-)
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Właściwie opis drogi powrotnej z Gamvik mógłbym spokojnie pominąć.Chociaż zwykle unikamy jak tylko się da jazdy tym samym asfaltem dwa razy, to tutaj nie ma wyjścia. Musimy wrócić tą samą trasą jakieś 120 kilometrów aż do miejscowości Ifiord. Tym razem co prawda morze mamy po prawe stronie ale pozostałe widoki nie zmieniły się jakoś wyraźnie. :-)
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

W Ifiord w końcu skręcamy w kierunku Nordkapp. Migające "za szybą" krajobrazy zaczynają nam się pomału nudzić, tak samo jak monotonnie niska temperatura. Szczególnie odczuwa to pasażerka bo ona właściwie przez cały czas ma niewiele do roboty poza strzelaniem fotek, co w pewnym momencie też się jej nudzi bo ileż można focić ten sam asfalt. :-)
Trochę rozrywki przysparza nam w pewnym momencie migająca kontrolka rezerwy, która wyraźnie sugeruje że pora się rozglądnąć za źródełkiem. Dzisiaj tankowałem tylko raz przed samym wyjazdem i po ok. 400 kilometrach pora szukać stacji zwłaszcza, że za dużo okazji do tankowania tu nie ma. Poprzednia stacja była 100 kilometrów wcześniej ale oczywiście z lenistwa nie chciało mi się zatankować. W końcu trafiła się jakaś wiocha z małą "polową" stacją i co prawda sporo przepłacając ale mogliśmy napełnić brzuszek Prosiaczka.
Oczywiście jak na złość, jakieś 30 kilometrów dalej w miejscowości Lakselv była normalna stacja gdzie można było zatankować w uczciwej cenie. Pewnie bym dojechał na tej rezerwie. A może nie? Przewrażliwiona żona nie pozwoliła mi sprawdzić. :-D
Ponieważ Prosiak był już syty, to na stacji w Lakselv pozostało nam więc napełnić również nasze brzuchy, które po jakichś 450 km i 7 godzinach w siodle również zaczęły się buntować. Tradycyjnie jak to w Norwegii na zaplecze gastronomiczne przy trasie nie można liczyć więc zadowalamy się jakimś typowym fastfoodem i kolejną kawą na stacji paliw. Sjestę po hamburgerze przerywa nam trójka podejrzanych, ciemnoskórych typków którzy w pewnym momencie pojawili się na stacji. Panowie bardziej niż na lokalnych mieszkańców wyglądali nam na klientów którzy przybyli z grupą uchodźców z Syrii. Nie wiem czy to uprzedzenie ale goście wyglądali dość podejrzanie - na stację podeszli na piechotę i nie bardzo byli zainteresowani kupnem czegokolwiek w sklepie. Za to wyraźnie było widać, że taksują wzrokiem postawione na stacji motocykle (było ich kilka) i pozostawione na nich pakunki. Widać, że nie tylko mnie klienci wpadli w oko, bo właściwie wszyscy motocykliści którzy byli na stacji, tak jak ja, momentalnie podeszli do swoich maszyn żeby mieć graty na oku. Ciekawe czy nasze podejrzenia były słuszne ale goście pokręcili się kilka minut, jeden z nich odwiedził kibelek i zmyli się ze stacji. :?

W Lakslev, jak dobrze pamiętam, byliśmy około 18:00 i zostało nam około 170 kilometrów na Nordkapp. Dokładniej mówiąc nie na Nordkapp ale na pole kempingowe w bliskiej okolicy. Pomimo tego, że mieliśmy już dość jazdy na ten dzień postanowiliśmy jednak zrobić jeszcze te kilka kilometrów żeby kolejnego na spokojnie "zaliczyć" kolejne cele naszej podróży. Te 170 kilometrów to były chyba najgorsze kilometry podczas tej podróży, bo im bliżej celu, bliżej wybrzeża i im później tym bardziej robiło się zimno. Temperatura jak pamiętam spadała do około 6 stopni, a nasze organizmy zdecydowanie dawały do zrozumienia że cały dzień i 600km w takich warunkach to zdecydowanie za dużo. Nasze morale trochę podniosły widoki wybrzeża wyspy Mager?ya sugerujące, że koniec dzisiejszej poniewierki jest już bliski. :-)
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Na wyspę Mager?ya wjeżdża się przez szereg prowadzących pod dnem morza tuneli - najdłuższy z nich - Nordkapptunnelen- ma 6875 metrów długości.
Jeszcze kilka lat temu wjazd na wyspę był płatny, a tunel monitorowany kamerami. Wygląda na to, że koszt budowy tunelu już się zwrócił i teraz przejazd jest darmowy. Tunel prowadzony jest dość głęboko i wyjeżdżając z niego pokonuje się spore wzniesienie - na motorze to oczywiście nie problem ale nie zazdrościłem rowerzystom których kilku po drodze wyprzedzaliśmy. Po pokonaniu tunelu byliśmy już właściwie w domu - znaczy się na kempingu "Nordkapp" na którym planowaliśmy się zatrzymać. Wyjątkowo zmarznięci po całym dniu w siodle liczyliśmy naiwnie na nocleg w jakiejś chatce ale niestety o tej porze nie było najmniejszych szans na takie lokum bez wcześniejszej rezerwacji. Nie było wyjścia - trzeba było rozłożyć nasz zielony domek i przygotować na noc ciepłe piżamki. :-)
Obrazek

cdn...
Tak wiele miejsc, tak mało czasu...
:chopper:
Nasze podróże:
Słowenia, Chorwacja, Węgry, Rumunia, Alpy-AT,CH,IT, Alpy-DE,CH,FR, Norwegia

Awatar użytkownika
Straszaq
Posty: 317
Rejestracja: 02 grudnia 2008, 13:02
Motocykl: BMW R1150 RT
Lokalizacja: Konin
Wiek: 39
Status: Offline

Re: W 22 dni dookoła Skandynawii - Norwegia, Nordkapp 2016

Post autor: Straszaq » 11 stycznia 2017, 23:43

Piknie....zazdraszczam !
Nieważne jaki masz motocykl...ważne gdzie nim byłeś.

staszek_s
Posty: 203
Rejestracja: 03 września 2014, 21:43
Motocykl: Suzuki DL 650A
Lokalizacja: Radlin, woj Śląskie
Wiek: 53
Status: Offline

Re: W 22 dni dookoła Skandynawii - Norwegia, Nordkapp 2016

Post autor: staszek_s » 12 stycznia 2017, 21:03

Przypomniało mi się, jak jakieś 30 lat temu na mazurach uzbieraliśmy pół wiadra grzybów a potem szukaliśmy jakiegoś localesa, żeby nam potwierdził, że są jadalne ;) W nocy oczywiście wyimaginowane objawy zatrucia też były u słabszych psychicznie jednostek. Dzięki za kolejny odcinek, czekam na więcej :)

Awatar użytkownika
DAREK.S
Posty: 1902
Rejestracja: 05 listopada 2008, 21:19
Motocykl: XV750, 1990; ST1300
Lokalizacja: Ruda Śląska
Wiek: 43
Kontakt:
Status: Offline

Re: W 22 dni dookoła Skandynawii - Norwegia, Nordkapp 2016

Post autor: DAREK.S » 22 stycznia 2017, 16:00

Dzień 11 - spacerkiem na Nordkapp i jeszcze kawałek dalej ;-)

Dokładnie w połowie naszego urlopu, w jedenastym dniu poniewierki budzimy się o rzut kamieniem od celu tej całej podróży. Na Nordkapp zostało nam trochę powyżej 25 kilometrów i prawdę mówiąc już poprzedniego wieczora trochę kusiło nas żeby wybrać się tam jeszcze w nocy. Dlaczego w "nocy"? Przede wszystkich chyba dla klimatu - w sumie fajnie byłoby podziwiać niezachodzące w nocy słońce stojąc na krawędzi naszego kontynentu. Dodatkowo, jak już wcześniej wspominałem, bodajże od drugiej w nocy można prześlizgnąć się za darmo przez bramki prowadzące na parkingi na przylądku i jak było w nocy słychać wielu zmotoryzowanych turystów z tej okazji korzystało. Niestety, cały dzień w trasie tak nam dał w kość, że nie mieliśmy zupełnie motywacji żeby jeszcze w nocy pakować się na motocykl. Zwłaszcza, że temperatura trzymała się w okolicach 5 stopni, a do tego cały czas wiał mocny wiatr, który nie dawał nam spokoju przez cały dzień. Nordkapp musiał więc zaczekać do rana - kiedy w końcu skończyliśmy śniadanie, wypiliśmy kawę i wybraliśmy odpowiednie na tę świąteczną okazję ciuszki mogliśmy ruszyć w najkrótszą trasę tego urlopu. ;-)
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Wyjazd na Przylądek Północny to znowu trasa przez księżyc - z kempingu ruszyliśmy chwilę przed 11:00 więc nie widać jeszcze wzmożonego ruchu turystów. Widoki podobne do tych które towarzyszyły nam dnia poprzedniego - puste drogi, roślinność do kostek, renifery przeskakujące od czasu do czasu przed nosem Prosiaka, i morze gdzieś na horyzoncie. Trasa kończy się długim prostym odcinkiem prowadzącym na Nordkapp, a właściwie pod bramki poboru opłat, bo wjazd na przylądek w ciągu dnia jest oczywiście płatny. Szczegółowy cennik i godziny otwarcia atrakcji można znaleźć tutaj. Generalnie są dwie opcje:
- 270 NOK/osobę - bilet ważny 24 godziny, pełny dostęp do wszystkich atrakcji i możliwość wielokrotnego wjazdu,
- 180 NOK/osobę - bilet na 12 godzin, jednorazowy wjazd i ograniczony dostęp do atrakcji.

Oczywiście obsługa na bramkach sprzedaje turystom od razu ten droższy bilet nie wspominając nawet o tańszej opcji. Mnie udało się gdzieś wcześniej w necie przeczytać o tej tańszej opcji i zastanawiałem się czy trochę nie zaoszczędzić wybierając te tańsze bilety. Pytanie co to są te dodatkowe atrakcje i czy warto do nich dopłacić ok. 45zł/osobę? Generalnie bileterzy przedstawiają to tak, że płacąc więcej uzyskuje się dostęp do tzw. THE NORTH CAPE HALL - dużego budynku, w którym mieszczą się restauracje, sklepik z pamiątkami, toalety, kino i ekspozycje muzealne, sugerując że nie jest to dostępne w przypadku tańszego biletu. Można mieć więc obawy czy nie warto dopłacić do biletu żeby przynajmniej ogrzać się i zjeść coś na ciepło. Nie warto, bo jak dobrze się przyjrzeć informacjom na stronie, to tak naprawdę tańszy bilet nie obejmuje tylko wstępu do kina i części z wystawami historycznymi. Prawdę mówiąc, wtedy na Nordkapie jeszcze tego nie wiedziałem i też myślałem, że tańszy bilet nie obejmuje Cape Hall. Nie będąc pewny czy warto dopłacać, próbowałem zasięgnąć języka na kempingu - jedna z obsługujących recepcję dziewczyn odradziła nam dopłacanie sugerując, że i z tańszym biletem wszystko zobaczymy, bo po minięciu bramek nikt tych biletów nigdzie nie sprawdza. Tak się zastanawiam, czy poradę tę zawdzięczamy temu, że jak się później okazało recepcjonistka była Polką? ;-)
Właściwie z tymi biletami to trochę niejasna spawa, bo na stronie WWW można znaleźć informację, że rowerzyści i turyści piesi mogą wejść na przylądek za darmo - zastanawiam się czy oni też nie mogą wejść na salę kinową, czy dostają jakiś kwitek na darmowe wejście. :?

Wracając do tematu i kasy przy bramkach wjazdowych - pomimo starań biletera, który za wszelką cenę chciał nam wcisnąć opcję full-wypas kupiliśmy tańszy bilet i nie zawracając sobie głowy Cape Hall, już po chwili cieszyliśmy się widokiem jednego z najbardziej znanych globusów świata.
Obrazek
Obrazek

Pod globusem byliśmy dobrze przed południem, a już zaczynało się robić tłoczno - trzeba było uzbroić się w cierpliwość żeby zrobić sobie jakąś przyzwoitą "słit-focie". W pewnym momencie zrobiło się jednak na tyle luźno, że do fotki postanowiliśmy zaprosić również Prosiaka - w końcu to on odwalił największą robotę żebyśmy mogli się tu znaleźć. :-)
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Chociaż wcześniej wielokrotnie, nawet na forum, powtarzałem, że Nordkapp to komercja i nie czuję większej potrzeby żeby robić te tysiące kilometrów żeby tu dotrzeć, to muszę przyznać że stojąc pod tym globusem trochę inaczej to postrzegam. Nie da się ukryć, że komercja jest tu zdecydowanie obecna. Wystarczy spojrzeć na parking pełny autobusów z których wylewają się tłumy turystów "zdobywających" Nordkapp. ;-) Mimo wszystko trudno pozbyć się wrażenia, że stoimy właśnie na końcu "Świata" i tutaj nasza podróż się kończy bo dalej jechać się już nie da. W naszym przewodniku po Norwegii można znaleźć cytat XVII-wiecznego podróżnika Francesco Negri, który doskonale oddaje to co teraz czujemy:
Oto stoję na przylądku Północnym - najdalszym punkcie Finmarku na krawędzi świata. Tutaj świat się kończy, tak jak i moja ciekawość i teraz, da Bóg powrócę do domu...
Co prawda Negri podróżował na piechotę, a my ułatwiliśmy sobie zadanie dosiadając motocykla ale refleksje jakby podobne. Co dalej? Czy teraz jakakolwiek inna wycieczka może być jeszcze interesująca? :?
Pożyjemy, zobaczymy póki co nie zaprzątamy sobie tym głowy, bo trzeba wykorzystać sprzyjającą aurę i pokręcić się po okolicy chłonąc klimat tego miejsca. Na fotkach tego nie widać ale sprzyjająca aura w tym przypadku oznacza 7 stopni na plusie i przebijające się od czasu do czasu słońce. Niestety od rana towarzyszy nam porywisty wiatr i odczuwalna temperatura jest zdecydowanie niższa. Normalnie zima :zimno: - bez chust na głowach i rękawic trudno byłoby wytrzymać 15 minut na tej skale.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Mimo ciepłych motocyklowych ciuchów, spacerując i robiąc tony lansiarskich fotek na facebooka, dość szybko przemroziliśmy 4-litery na tyle żeby zacząć myśleć o odwrocie z Nordkappu i realizacji kolejnego punktu dzisiejszego planu dnia. Co nam jeszcze chodziło po głowach? Widzicie ten mały cypelek na fotce powyżej? Niby niepozorny kawałek lądu, ale jak się dobrze przyjrzeć mapie to Nordkapp przy nim zostaje daleko z tyłu ;-). Tak, to właśnie tam jest prawdziwy koniec Europy, a nie tu gdzie teraz stoimy. Oczywiście nie bylibyśmy sobą gdybyśmy mogli tę sytuację tak zostawić. :mrgreen: Wygląda na to, że czeka nas kolejny atak (już trzeci w tym tygodniu ;-) na najbardziej wysunięty punkt Europy.
Oczywiście taka ekspedycja wymaga odpowiednich przygotowań, więc nie pozostaje nic innego jak odwiedzić CAPE HALL. Oczywiście wstępny plan poświęcenia "chwili" na rozgrzanie się i przekąszenie małego co nieco musiał zostać zmodyfikowany, bo zaraz przy wejściu znajdował się duży sklep z pamiątkami. Do tego okazało się, tak jak zapewniała nas pani z recepcji kempingu, że nawet bez biletu można zajrzeć w każdy kąt centrum z czego oczywiście skorzystaliśmy. Wstąpiliśmy nawet do kina, gdzie wyświetlany jest 15-minutowy, panoramiczny film o życiu w tym rejonie w różnych porach roku. Film robi wrażenie, szczególnie sceny przedstawiające zimę - naprawdę należy się wielki szacunek ludziom, którzy potrafią żyć w tym surowym klimacie przez cały rok.
Po rozgrzewającej dawce zwiedzania trzeba było jeszcze uzupełnić stracone kalorie - w takim przypadku oczywiście zawsze można liczyć na renifery. Szczery uśmiech na twarzy Moniki uwieczniony na kolejnej fotce pokazuje jaką wielką miłością darzy ona te zwierzaki. ;-) :twisted:
Nie wyobrażam sobie żeby zupka dnia na łososiu i hamburger z renifera mogły smakować lepiej w jakimś innym miejscu - widok na globus i Morze Północne dodaje wyjątkowego smaku. Nawet rachunek opiewający na 390NOK za dwie osoby nie może zepsuć doświadczanych podczas konsumpcji doznań smakowych. ;-)
Rozgrzani i posileni gotowi jesteśmy pożegnać się z Nordkappem i ruszyć w drogę powrotną.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

W drodze powrotnej Prosiak nie maił okazji nawet specjalnie się rozgrzać, bo jazdy było tyle co nic. Gdyby nie renifery, które zatrzymywały nas próbując dowiedzieć się czy nie widzieliśmy kolegi ze stada, kręcącego się ostatnio koło kuchni na Nordkapp jazdy byłoby może z 5 minut. ;-) Kolegi oczywiście nie widzieliśmy, a po 10 minutach staliśmy na parkingu przy którym zaczynał się szlak na Knivskjellodden. Knivskjellodden to najbardziej na północ wysunięty punkt na cyplu, który widzieliśmy z Przylądka Północnego. To miejsce leży o jakieś 1,2 kilometra dalej na północ niż oblegany przez turystów Nordkapp. Ponieważ jednak nie można dojechać tam autobusem, to nie zdobyło ono takiej popularności jak sam Nordkapp i tylko drobny procent turystów zdaje sobie sprawę z jego istnienia. Żeby dotrzeć na Knivskjellodden trzeba pokonać piechotą około dziewięciu kilometrów w jedną stronę, a potem wrócić tym samym szlakiem, który przebiega mniej więcej tak jak czerwona linia na poniższej mapce.
Obrazek

Według przewodników na przejście tego szlaku trzeba zarezerwować sobie około 7 godzin. Prawdę mówiąc wydawało mi się że te 18 kilometrów powinno udać się zrobić trochę szybciej zwłaszcza, że szlak miał prowadzić głównie po równym terenie. Zrzucając motocyklowe ciuchy i przebierając się w coś bardziej wygodnego zakładaliśmy naiwnie, że po czterech godzinkach będziemy z powrotem na parkingu. Początek trasy zapowiadał całkiem przyjemny spacerek,chociaż cały czas mocno wiało, a temperatura nie przekraczała dziesięciu stopni. Rękawice i motocyklowe podpinki pod wiatrówkami sprawdzały się jednak znakomicie więc dziarsko maszerowaliśmy przed siebie. :-)
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Tak sobie maszerowaliśmy i maszerowaliśmy, a końca trasy jakoś nie było widać. Dość wygodna na początku ścieżka po jakiś czasie zmieniła się w kamienisty dający solidny wycisk naszym niemłodym już przecież kolanom. ;-) Po dwóch godzinach skakania po kamieniach poczuliśmy w końcu pewną ulgę kiedy w końcu, tym razem z trochę innej perspektywy, ukazał nam się ponownie Przylądek Północny. Znaczyło, to że jesteśmy już blisko, a przynajmniej tak nam się wydawało. :shit: :-( :frustrated:
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Rzeczywiście byliśmy blisko, ale ostatni odcinek był jeszcze gorszy niż to co mieliśmy za sobą. Szlak był wyjątkowo kiepsko oznaczony i trzeba było często szukać drogi, przeskakując albo omijając jakieś skalne rozpadliny którymi usiane było to surowe wybrzeże. Okazało się, że pokonanie tego relatywnie krótkiego odcinka wybrzeża zajęło nam kolejną godzinę. W końcu jednak, kiedy już naprawdę mieliśmy dość tej wycieczki i zaczęliśmy przeklinać chwilę w której wpadliśmy na jej pomysł, zobaczyliśmy niewielką betonową piramidę z napisem "EUROPAS NORDLIGSTE PUNKT". :rock:
Obrazek
Obrazek

Wiatr nas prawie przewracał, byliśmy wykończeni i przemarznięci ale w tej jednej chwili to wszystko przestało mieć znaczenie. Trudno opisać odczucia które nam towarzyszyły, ale teraz naprawdę poczuliśmy się jak zdobywcy północy, a Nordkapp, który jeszcze niedawno był dla nas szczytem marzeń i wyzwaniem zrobił się z tej perspektywy wyjątkowo mały i niepozorny. ;-) Poza betonowym cokołem na Knivskjellodden można znaleźć też skrzynkę w której znajduje się książka z rejestrem "zdobywców północy". Dumni z wyczynu wpisujemy się oczywiście na listę - podobno później na jednym z kempingów w okolicy można, oczywiście za drobną opłatą, uzyskać odpowiedni certyfikat na papierze. My z tej możliwości nie skorzystaliśmy, bo i po co? I tak nikt nie uwierzy, że tu byliśmy. ;-) :lol:
"Podniecenie zdobywcy" szybko mija, a wiatr i temperatura przypomina, że czeka nas jeszcze kawał drogi powrotnej. Ponieważ czas ucieka, to świętowanie i cygaro zwycięzcy trzeba odłożyć na później- teraz możemy pozwolić sobie co najwyżej na przegryzienie ostatniego kabanosa z prowiantu, który mieliśmy w plecaku, ostatnią pamiątkową fotkę i czas ruszać w drogę powrotną.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Na parking wracamy tym samym szlakiem, a ponieważ teraz już nic nas nie motywuje to droga ucieka jakby zdecydowanie wolniej. Jedyną atrakcją, która na chwilę odwróciła nasze myśli od tego ile jeszcze kilometrów zostało przed nami, było stado reniferów pasące się przy jednym z mijanych jeziorek. Monika pasjonatka reniferów w postaci wszelakiej, tak się zaabsorbowała podchodzeniem tych jakże pożytecznych zwierzaków, że przez chwilę zapomniała nawet o kontuzji kolana, która odnowiła się jej na tym kamienistym szlaku. Kiedy w końcu dotarliśmy na parking, na którym zostawiliśmy Prosiaka na zegarkach była już prawie 21:00. Zamiast zakładanych czterech godzin wycieczka zajęła nam w sumie prawie sześć. Narzuciliśmy sobie dość duże tempo, a i tak zeszło nam trzy godziny tam, jakieś pół godzinki na fotki na miejscu i dwie i pół godziny powrotu. Tak więc w tym przypadku przewodniki nie kłamią - warto zarezerwować sobie na wycieczkę jakieś 7 godzin i wtedy można pozwolić sobie na bardziej spacerowe tempo, a nawet zafundować jakiś piknik po drodze. Oczywiście o ile ktoś lubi pikniki w takich warunkach pogodowych. ;-)
Wracając do motocykli - jak dobrze pamiętam, to termometr Prosiaka czekającego na parkingu pokazywał jakieś 4 stopnie, wiec bez zwłoki wskoczyliśmy z powrotem w motocyklowe ciuchy i szczękając zębami szybko zjechaliśmy na dół do miasteczka Honningsv?g w którym była szansa znaleźć jeszcze jakiś otwarty o tej porze sklep. Rzutem na taśmę zdążyliśmy tuż przed zamknięciem do marketu sieci REMA 1000 - BRAWO MY :bravo: - gorąca kolacja i jutrzejsze śniadanie było uratowane. :mrgreen:

cdn...
Tak wiele miejsc, tak mało czasu...
:chopper:
Nasze podróże:
Słowenia, Chorwacja, Węgry, Rumunia, Alpy-AT,CH,IT, Alpy-DE,CH,FR, Norwegia

staszek_s
Posty: 203
Rejestracja: 03 września 2014, 21:43
Motocykl: Suzuki DL 650A
Lokalizacja: Radlin, woj Śląskie
Wiek: 53
Status: Offline

Re: W 22 dni dookoła Skandynawii - Norwegia, Nordkapp 2016

Post autor: staszek_s » 22 stycznia 2017, 18:34

Brawo! :bravo: Pokazaliście hart ducha, nie wiem czy by mi się chciało telepać te 7 km per pedes. Z drugiej strony to jedna taka okazja w życiu :) Ten kolega zagubiony przez stado to smaczny był? Czuć że to coś innego niż wołowina?

Awatar użytkownika
Straszaq
Posty: 317
Rejestracja: 02 grudnia 2008, 13:02
Motocykl: BMW R1150 RT
Lokalizacja: Konin
Wiek: 39
Status: Offline

Re: W 22 dni dookoła Skandynawii - Norwegia, Nordkapp 2016

Post autor: Straszaq » 22 stycznia 2017, 23:05

No i o to właśnie w tej zabawie chodzi. Jedziesz 3 tys km, wydajesz kupę kasy, poświęcasz masę czasu i sił, marzniesz, głodujesz, męczysz się i w końcu dochodzisz do betonowej piramidki na końcu świata. Niby nic, możnaby pomyśleć, że bez sensu, a jednak nie....coś w tym jest i człowiek ma wrażenie, że było warto i że dokonał czegoś. A czego? Na to pytanie pewnie każdy sobie odpowiada inaczej.
Brawo i wielkie gratulacje dla Was.
Nieważne jaki masz motocykl...ważne gdzie nim byłeś.

Awatar użytkownika
MONIKA.S
Posty: 644
Rejestracja: 23 września 2009, 21:14
Motocykl: XV 750 DARKA.S
Lokalizacja: Ruda Śląska
Wiek: 41
Kontakt:
Status: Offline

Re: W 22 dni dookoła Skandynawii - Norwegia, Nordkapp 2016

Post autor: MONIKA.S » 24 stycznia 2017, 20:37

staszek_s pisze:Brawo! :bravo: Pokazaliście hart ducha, nie wiem czy by mi się chciało telepać te 7 km per pedes. Z drugiej strony to jedna taka okazja w życiu :) Ten kolega zagubiony przez stado to smaczny był? Czuć że to coś innego niż wołowina?
Ten kolega zagubiony przez stado obecnie wygląda tak :roll: :
Obrazek
...a tak na poważnie trudno sklasyfikować smak renifera, może jest trochę podobny do mięsa wołowego, ale nie do końca. Generalnie smakuje dobrze oczywiście w zależności od formy w jakiej jest przyrządzony. Zupa z renifera z ziemniakami którą mieliśmy okazję jeść w Finlandii była wspaniała, być może wynika to z tego że byliśmy dość długo w trasie i talerz takiej zupy był dla nas super rarytasem. Jeżeli chodzi o formę kotleta w hamburgerze może bardziej przypominało to mięsko wołowe. Dla mnie to póki co był to najlepszy hamburger zjedzony na krańcu świata :mrgreen:
Generalnie mnie najbardziej podobały się te stworzenia żywe, biegające sobie beztrosko na wolności, te ich futerka są takie słodkie i mięciutkie, że nie mogłam sobie odmówić przywiezienia skóry renifera do domu. Oczywiście wiem że pewnie obruszą się obrońcy zwierząt, ale renifery w Norwegii są traktowane jak u nas krówki, więc tak to sobie tłumaczyłam dokonując zakupu :oops: :twisted:
Ostatnio zmieniony 24 stycznia 2017, 22:19 przez MONIKA.S, łącznie zmieniany 1 raz.
I prefer the sign: "No entry", to the one that says: "No exit".
— Stanisław Jerzy Lec (1909-1966)

staszek_s
Posty: 203
Rejestracja: 03 września 2014, 21:43
Motocykl: Suzuki DL 650A
Lokalizacja: Radlin, woj Śląskie
Wiek: 53
Status: Offline

Re: W 22 dni dookoła Skandynawii - Norwegia, Nordkapp 2016

Post autor: staszek_s » 24 stycznia 2017, 22:10

No, no, nieźle go Prosiak załatwił ;)

Awatar użytkownika
DAREK.S
Posty: 1902
Rejestracja: 05 listopada 2008, 21:19
Motocykl: XV750, 1990; ST1300
Lokalizacja: Ruda Śląska
Wiek: 43
Kontakt:
Status: Offline

Re: W 22 dni dookoła Skandynawii - Norwegia, Nordkapp 2016

Post autor: DAREK.S » 02 lutego 2017, 22:27

Dzień 12 - Nordkapp Camping (Norwegia) -> Skibotn (Norwegia)

Tak jak ciężko było nam pół roku temu rozstać się z Nordkappem, tak teraz właściwie też w tym miejscu najchętniej skończyłbym tę relację. ;-) Chociaż z drugiej strony nie wypada nie wrócić do domu, zwłaszcza że trochę kilometrów i zdjęć jeszcze zostało. A opuścić Nordkapp rzeczywiście było trudno, bo mieliśmy dziwne poczucie że to już koniec urlopu i pora wracać. Jakoś nie docierało do nas że ten powrót tym razem będzie trwał prawie 10 dni. :-) W każdym razie w tę ostatni wieczór na Nordkappie długo siedzieliśmy w kempingowej kuchni odwlekając porę spania - w końcu to nasza "zielona noc". ;-) Wymęczeni wrażeniami minionego dnia poddajemy się jednak około pierwszej w nocy - chociaż oczywiście słówko "nocy" tradycyjnie nie bardzo tu pasuje, jak widać na ostatnim "nocnym" zdjęciu Prosiaka. :-)
Obrazek

Wracając z Nordkappu trudno urozmaicać sobie trasę i szukać jakichś alternatyw, bo przez pierwsze 100 kilometrów wyboru po prostu nie ma. Dopiero w Olderfjord mamy pierwszą istotną krzyżówkę na której odbijamy na trasę E6 w kierunku Narwiku. W drodze powrotnej mamy zamiar odwiedzić Lofoty więc to jedyna możliwa trasa. Niestety norweskie drogi są zdecydowanie bardziej pokręcone niż te fińskie i nie ma co liczyć na zbyt duże przebiegi dzienne. Nam tego dnia udało się zrobić taką trasę:
Obrazek

Rozpoczynając drogę powrotną wracamy do naszej tradycji wyruszania w trasę dzikim świtem. Tym razem jest to godzina 12:00 ale kto by się tam czepiał szczegółów. :mrgreen: Ważne, że pogoda dopisuje (o temperaturze nie wspomnę) i można cieszyć oko żegnającymi nas krajobrazami wyspy Mager?ya.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Właściwie o trasie z tego dnia trudno coś więcej pisać - tym razem po prostu połykaliśmy kolejne kilometry asfaltu i nudnych norweskich widoków, bez większych atrakcji i przygód po drodze.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Prawdę mówiąc sam się już gubię z tymi fotkami, wyrzucam je dziesiątkami, a i tak ciągle zostaje mi ich zdecydowanie za dużo w tej relacji? Zwłaszcza, że sporo jest dość podobnych - nie wydaje Wam się, że się powtarzam? Zwłaszcza z tymi pustymi asfaltami ciągnącymi się po horyzont? ;-)
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Fotki oczywiście nie oddają klimatu drogi, bo chociaż na fotkach trasa wydaje się monotonna, to monotonia gdzieś znika kiedy ogląda się te widoki z siodła motocykla. Poza tym, norweskie drogi wcale nie są takie proste zwłaszcze te prowadzące wzdłuż fiordów. Zakrętów jest całkiem sporo, a za każdym z nich można spodziewać się zupełnie nowego zeskakującego widoku. Na przykład takiego:
Obrazek
Obrazek

Sorry za jakość zdjęć ale zarówno ja jak i fotograf byliśmy zbyt zaskoczeni żeby lepiej złożyć się do zdjęcia. :-) Na zdjęciu tego nie widać ale akcja miała miejsce w dość ciasnej agrafce z sugerowaną prędkością 40km/h. Szczęśliwie w tym przypadku nie było zupełnie widać co się szykuje za zakrętem i czy nic nie jedzie z przeciwka więc profilaktycznie zwolniłem. Może gdybym widział, że za zakrętem nic nie jedzie, to skusiłbym się żeby pokonać go szybciej i bliżej środka jezdni a tak przynajmniej miałem szansę minąć wypoczywające na środku owieczki z daleka. Owce szczęśliwe nie zdecydowały się na opuszczenie "legowiska" więc w naszym przypadku skończyło się tylko na kontakcie wzrokowym. Nie wiem czy tyle samo szczęścia miały jadące zaraz za nami dwa samochody, które wyprzedziłem tuż przed zakrętem - po wyjeździe z zakrętu już ich w tylnym lusterku nie zobaczyłem. Niestety, poza reniferami na północy, owce są stałym elementem krajobrazu Norwegii i co kawałek stoją znaki ostrzegające o ich obecności na drodze. Zwierzaki mają tutaj swoje prawa i trzeba uważać, bo ponoć po zderzeniu, czy najechaniu na leżącą na jezdni owcę czy renifera bardzo trudno wyegzekwować jakiekolwiek ubezpieczenie. Chociaż, owce nie były dla nas nowością i już w poprzednim roku kilkakrotnie musieliśmy ustępować im pierwszeństwa, to te odpoczywające na środku ruchliwej trasy były zdecydowanie nowym doświadczeniem. Po czymś takim, nawet stada obserwatorek czekających na poboczu kiedy te na środku coś rozjedzie, czy małe owieczki przeskakujące radośnie tam i z powrotem przez bariery energochłonne nie robią już żadnego wrażenia. :-)
Obrazek

"Barani" zastrzyk adrenaliny pobudził nas na trochę ale już po chwili wszystko wróciło do normy. Sielskie widoczki na fiordy i ciche mruczenie prosiaka usypiają lepiej niż niejedna kołysanka. Dobrze, że aura dbała o to żebyśmy za bardzo się nie nudzili - generalnie pogoda dopisywała przez cały dzień chociaż były momenty, że chmury straszyły deszczem i nawet jakieś drobne krople deszczu rozbijały się o szybę Prosiaka. Na plus trzeba było zaliczyć to, że temperatura zaczęła wracać do przyzwoitych dwucyfrowych wartości - po doznaniach z Nordkappu 15 stopni wskazywane przez termometr w kokpicie to prawie upał. ;-)
Poza tym nic nowego - morze, mosty, góry, znowu morze ...
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Ciekawe, że na tej dalekiej północy większość dróg jest w idealnym stanie? Właściwie nie ma szans na znalezienie jakiejkolwiek dziury, która urozmaiciłaby te nudne, równe połacie asfaltu. Może to przez to, że ich stać na lepszy asfalt? A może przez to, że jak naprawiają to idą na całość zamiast lepić to co wypadło małymi łatami jak to się robi u nas? Łatali by kawałkami to nie trzeba byłoby stać na światłach i urozmaicać sobie drogi szutrowymi odcinkami specjalnymi. ;-)
Obrazek

Roboty drogowe, to jednak rzadki przerywnik. Znacznie częściej można zobaczyć ekipy kretów ryjące nowe tunele, bo tak jak pisałem w relacji z 2015 Norwegowie mają jakąś obsesję na punkcie tuneli. Może drażnią ich widoki turkusowego morza zza szyby samochodów? :? :-)
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Po około 450 kilometrach i jakichś siedmiu godzinach w siodle stwierdziliśmy, że chyba mamy dosyć jazdy na ten dzień. Zaczęliśmy oglądać się za kempingami i około 20:00 zatrzymaliśmy się w miejscowości Skibotn. Położony przy drodze kemping nie wyglądał może zbyt atrakcyjnie ale trudno wybrzydzać gdy szuka się noclegu tylko na jedną noc. Poza tym, widok na lodowiec po drugiej stronie zatoki i domek z napisem "sauna" rekompensował brak innych luksusów. Gorąca sesja w saunie, to było coś czego potrzebowaliśmy od kilku dni - w końcu mogliśmy odtajać po tych wszystkich ekscesach w Gamviku i na Nordkappie. ;-)
Obrazek

cdn...
Tak wiele miejsc, tak mało czasu...
:chopper:
Nasze podróże:
Słowenia, Chorwacja, Węgry, Rumunia, Alpy-AT,CH,IT, Alpy-DE,CH,FR, Norwegia

Awatar użytkownika
Straszaq
Posty: 317
Rejestracja: 02 grudnia 2008, 13:02
Motocykl: BMW R1150 RT
Lokalizacja: Konin
Wiek: 39
Status: Offline

Re: W 22 dni dookoła Skandynawii - Norwegia, Nordkapp 2016

Post autor: Straszaq » 02 lutego 2017, 23:36

Eeeee, nuda :)...nie no żartuję, fajnie :). A tak na powaznie to właśnie zastanawiałem sie od samego początku dlaczego pojechaliście na Nordkapp jakby od dupy strony? Wiadomo, że jak kto woli i w którą stronę by nie jechał to te same kilometry są do przejechania, ale w sumie wszystkie relacje jakie czytałem z wypraw na Nordkapp zaczynały się obajzdówką po Norwegii. Ludzie pisali, osobiście też mi się tak zresztą wydaje, że tak jest lepiej organizacyjnie, bo widoczki norweskich krajobrazów zachęcają do jazdy, chce się jechać, kilometry mijają, człowiek syci się widokami, kasa topnieje, opony podobno też, a punktem kulminacyjnym jest ten Nordkapp. Po jego zdobyciu właśnie podobno schodzi już z człowieka ciśnienie i przychodzi takie nasycenie podróżą. I wtedy już zaczyna się myślenie o domu, a proste drogi Finlandii, widoki nieporównywalne do tych norweskich sprzyjają szybkiemu powrotowi. Właściwie zahacza sie tylko o Rovaniemi i wali prosto na Helsinki. Jakie są Wasze odczucia, faktycznie cos w tym jest? Gdbybyście mieli teraz jechać jeszcze raz to tak samo czy lepiej jednak zacząć od Norwegii?
Nieważne jaki masz motocykl...ważne gdzie nim byłeś.

Awatar użytkownika
DAREK.S
Posty: 1902
Rejestracja: 05 listopada 2008, 21:19
Motocykl: XV750, 1990; ST1300
Lokalizacja: Ruda Śląska
Wiek: 43
Kontakt:
Status: Offline

Re: W 22 dni dookoła Skandynawii - Norwegia, Nordkapp 2016

Post autor: DAREK.S » 04 lutego 2017, 00:41

Straszaq pisze:Eeeee, nuda :)...nie no żartuję, fajnie :). A tak na powaznie to właśnie zastanawiałem sie od samego początku dlaczego pojechaliście na Nordkapp jakby od dupy strony?
...
Gdbybyście mieli teraz jechać jeszcze raz to tak samo czy lepiej jednak zacząć od Norwegii?
Dlaczego na odwrót? Może właśnie dlatego, żeby nie robić tak jak wszyscy? ;-)
Szczerze mówiąc mieliśmy jednak kilka powodów żeby zrobić to właśnie w ten sposób:

1) Pogoda - wiadome, że długoterminowe prognozy nie są zbyt pewne, ale jednak trochę się nimi sugerowaliśmy. Według prognoz na pierwszy tydzień zapowiadała się dobra pogoda w Finlandii i deszczowa w południowej Norwegii. Ponieważ, ta ładna pogoda na tydzień do przodu była w miarę pewna, więc chcieliśmy ją wykorzystać spędzając chociaż kilka chwil na plaży. W końcu żonce też trochę się z tego urlopu należało. Prawdę mówiąc prognozy w Norwegii zawsze zapowiadają deszcze więc i tak się spodziewaliśmy opadów ale stwierdziliśmy, że jednak lepiej nie zrażać się marnymi warunkami już w pierwszym tygodniu podróży. Wydaje mi się, że lepiej znieść złe warunki wracając niż jadąc na urlop. Na Nordkappie można się było spodziewać 3-4 dniowego okienka z dobrą pogodą i planowaliśmy się w nie wstrzelić, co z resztą nam się udało.

2) Norwegię już znaliśmy z poprzedniego urlopu więc nie mieliśmy presji żeby ponownie przemierzać znane ścieżki. Zaczynając od Norwegii, trzeba czy jak kto woli, wypada zaliczyć sporo atrakcji, które my mieliśmy już z głowy. potrzeba na to sporo czasu i zwykle trzeba z czegoś zrezygnować jeżeli myśli się o Nordkappie. Z drugiej strony mieliśmy też poczucie, że tak naprawdę widzieliśmy bardzo mało i jak zaczniemy zwiedzać Norwegię to zabraknie czasu na Nordkapp.

3) W Norwegii kilometry uciekają zdecydowanie wolniej - Znając realia i kaprysy pogody do samego końca nie byliśmy przekonani, że nawet te 3 tygodnie urlopu wystarczą żeby bez gonitwy dojechać i wrócić z Nordkappu. Dlatego też, założyliśmy że trasę "tam" zrobimy w miarę szybko przez Finlandię, a jak coś pójdzie nie tak, to odpuścimy Norwegię i wrócimy szybką trasą przez Szwecję.

Chociaż do końca relacji jeszcze sporo brakuje, to uprzedzając fakty napiszę, że rzeczywiście nasze kalkulacje rzeczywiście się sprawdziły i Norwegię zrobiliśmy raczej na szybko pomijając wiele z punktów które mieliśmy w planie podróży. Trudno, trzeba będzie jechać jeszcze raz. ;-)
Odpowiadając na pytanie jaką opcję bym wybrał, to powiem, że to właściwie obojętne - o ile nie próbuje łączyć się zwiedzania fiordów i południa Norwegii z wyprawą na Nordkapp. Chyba, że można poświęcić na to 4 tygodnie urlopu. Jeżeli ktoś jedzie do Norwegii po raz pierwszy to nie upierałbym się na Nordkapp - na południu jest tyle atrakcji które warto zaliczyć, że i trzech tygodni braknie. Południe to zdecydowanie królestwo fiordów i pięknych widoków - można by powiedzieć Norwegia w pigułce.
Tak wiele miejsc, tak mało czasu...
:chopper:
Nasze podróże:
Słowenia, Chorwacja, Węgry, Rumunia, Alpy-AT,CH,IT, Alpy-DE,CH,FR, Norwegia

Awatar użytkownika
DAREK.S
Posty: 1902
Rejestracja: 05 listopada 2008, 21:19
Motocykl: XV750, 1990; ST1300
Lokalizacja: Ruda Śląska
Wiek: 43
Kontakt:
Status: Offline

Re: W 22 dni dookoła Skandynawii - Norwegia, Nordkapp 2016

Post autor: DAREK.S » 11 lutego 2017, 00:02

Dzień 13 - Skibotn->Narwik->Sandtorg (Norwegia)
Kolejnego dnia pobudkę zafundowały nam niestety krople deszczu stukające nieśmiało po tropiku. O ile drobny deszczyk specjalnie nam nie przeszkadza w trakcie jazdy, to składanie mokrego namiotu i pakowanie majdanu nawet w drobnym deszczyku już raczej nie należy do naszych ulubionych czynności. Na szczęście kropić przestało zanim zdążyliśmy wygramolić się ze śpiworów. Na niebie ciągle jednak wisiały chmury i obawialiśmy się trochę, czy nasza bezdeszczowa passa tego dnia się nie skończy. Póki co ważniejsze jednak było śniadanie więc trzeba było wybrać się na krótki spacerek po mokrym jeszcze asfalcie do najbliższego sklepu.
Obrazek
Obrazek

Oczywiście takiego towaru jaki Monika trzyma w rękach na powyższej fotce zdecydowanie nie sprzedaje się w norweskich sklepach. Zupełnie przypadkowo, nasz poranny spacer skończył się małym grzybobraniem. Ponieważ to nie jest temat na to forum, nie będę się o tym rozpisywał. Zresztą za dużo już chyba tego pisania jak na jednego autora. Namawiałem Monikę na napisanie chociaż części relacji ale ona skutecznie się opiera. Nie chce mi się żoncia realizować jako pisarka - chyba jednak dziewczyna ma większe parcie na szkło. Nie macie więc wyjścia - tym razem zamiast czytać możecie obejrzeć krótki film przyrodniczy z komentarzem pani Krystyny Czubówny (no prawie). ;-) Projekcję można uruchomić klikając w link: https://www.youtube.com/embed/8CnoPGgkkv8

Wybaczcie, że nie przestrzegłem, że to film dla widzów o mocnych nerwach. ;-) Niestety, mimo najszczerszych chęci nie mogłem umieścić na końcu filmu adnotacji: "w trakcie kręcenia nie ucierpiał żaden grzyb...". Co więcej z wielkim żalem muszę przyznać, że niektóre z nich zginęły na daremno, bo nie zmieściły się w garnku na jajecznicę. ;-) W każdym razie, kilka chwil później, rozprawiwszy się z jajecznicą byliśmy odpowiednio umotywowani żeby zmierzyć się z kapryśną norweską pogodą i czekającą nas trasą.
Obrazek

Właściwie już w trakcie przygotowywania śniadania rozpogodziło się na tyle, że namiot mógł wyschnąć. Do tego, już Kilka kilometrów za Skibotn, nawet na asfalcie nie pozostał żaden ślad porannego deszczu i można było zacząć liczyć na kolejny udany dzień w siodle.
Obrazek
Obrazek

Po kolejnych 30 minutach w siodle nasze wątpliwości pogodowe zupełnie już rozwiało słońce śmiało przebijające się przez jakże wymowne dziury w chmurach. I jak tu nie kochać Norwegii? ;-) :mrgreen:
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Z każdym połykanym kilometrem było coraz cieplej, a święcące jak szalone słońce powodowało, że znowu zaczynaliśmy się zastanawiać czy rzeczywiście jesteśmy gdzieś na dalekiej północy. Przecież jeszcze wczoraj byliśmy na Nordkappie? A może nam się tylko wydawało?
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Poza Przylądkiem Północnym, naszym drugim ważnym celem w Norwegii były Lofoty, malowniczy archipelag na Morzu Norweskim którego nie udało nam się odwiedzić podczas poprzedniej wizyty w tym kraju. Żeby dostać się na Lofoty trzeba w pewnym momencie opuścić trasę E6, której trzymamy się prawie od samego Nordkappu i odbić trasą E10 na zachód. Jednak na trasie E6, "kawałek" za tym rozjazdem, leży Narwik - miejscowość, o której każdy z Polaków chyba słyszał kiedyś na historii. Chociaż ani ja, ani Monika do pasjonatów historii raczej nie należymy, to jednak szkoda byłoby będąc tutaj ominąć tę miejscowość. Co prawda ten wspomniany "kawałek" to jakieś 45 kilometrów w jedną stronę i drugie tyle powrotu ale przy takiej pogodzie nie wypada odmówić sobie okazji do nawinięcia żadnego dodatkowego kilometra. Te ekstra 90 kilometrów, które trzeba zrobić wynika z tego, że trzeba objechać spory kawałek fiordu Ofot w głębi którego leży Narwik. Zapowiada się jednak, że już wkrótce ta droga zdecydowanie się skróci bo Norwegowie przerzucają nad fiordem most, który powinien skrócić drogę w jedną stronę prawie o połowę. Cytując klasyka możne powiedzieć, że mają rozmach Sk...andynawowie - fragmenty konstrukcji naprawdę robią wrażenie :-)
Obrazek
Obrazek

Narwik kojarzy nam się przede wszystkim z II Wojną Światową i tzw. bitwą o Narwik podczas której zginęło wielu polskich marynarzy służących na niszczycielu ORP Grom. Ten bliźniak stojącej w Gdyni ORP Błyskawicy, leży gdzieś tutaj na dnie fiordu, niedaleko brzegu Narwiku. Marynarze którzy na nim służyli pochowani są na wojskowym cmentarzu znajdującym się w miejscowości H?kvik, kilka kilometrów za Narwikiem. Poza tym smutnym akcentem, w Narwiku można znaleźć jeszcze sporo atrakcji, np. wzgórze widokowe czy "wielorybie safari" na które jednak podobno trzeba się sporo wcześniej zapisać. My nie mamy za dużo czasu na zwiedzanie więc ograniczamy się do przejazdu przez miasto i krótkiego postoju. Będąc już tutaj nie wypada nie odwiedzić cmentarza polskich marynarzy i pomnika upamiętniającego bohaterstwo. Ponieważ nasz przewodnik niezbyt dokładnie opisuje jak je znaleźć, to zasięgamy języka w centrum turystycznym, szukając przy okazji odrobinę cienia. Niestety nie spodziewaliśmy się rano, że temperatura podskoczy do jakichś wariackich 25 stopni i zostawiliśmy w ciuchach wpięte ocieplacze. Teraz gotujemy się po kilku minutach spaceru po mieście. :-(
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Korzystając z informacji turystycznej udało nam się ustalić, że cmentarz na którym leżą nasi marynarze znajduje się jakieś 12 kilometrów dalej, za miastem w miejscowości H?kvik, gdzie dojechaliśmy bez większych problemów oglądając po drodze port i spore stateczki cumujące w fiordzie. Problemy zaczęły się w H?kvik, bo nie umieliśmy wypatrzeć żadnego drogowskazu sugerującego cmentarz. Z miejscowymi też nie bardzo umieliśmy się dogadać, dopiero trzeci z kolei rozmówca wskazał nam jakąś gruntową drogę prowadzącą na schowany w lasku cmentarz.
Na cmentarzu jakieś starsze małżeństwo bez problemu wskazało nam groby naszych marynarzy - kilka tablic z długą listą nazwisk kilkunastoletnich chłopaków. Tuż obok rzędy tablic na grobach marynarzy brytyjskich i pewnie jeszcze wielu innych narodowości - wszyscy za młodzi, pochowani za daleko od domu. Przynajmniej miejsce ciche i piękne. :-(
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Po wizycie na cmentarzu wracamy do Narwiku szukać pomnika marynarzy ORP GROM - z czym znowu trochę nam schodzi bo pomimo, że mamy mapkę trudno wypatrzeć pomnik od strony wybrzeża. Wiemy, ze mamy szukać "Groms plass" - placu na którym stoi pomnik, tyle, że mamy trochę inne wyobrażenie takiego "placu". Zanim w końcu trafimy gdzie trzeba, to chyba dwa razy mijamy "placo-parking" obok którego, zasłonięty jakimś dostawczakiem stoi pomnik polskich marynarzy.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Bieganie i jazda w ślamazarnym tempie po mieście w ciepłym motocyklowym rynsztunku daje nam chyba bardziej w kość niż wędrówki po Nordkappie. Zielona trawka i ławeczka na wzgórzu za pomnikiem nie musiały nas długo namawiać na rozłożenie się z małym piknikiem. Dzisiaj nie było czasu na obiad więc z żalem ale i ze smakiem żegnamy się z ostatnią paczką kabanosów przywiezionych z Polski. Po krótkiej sjeście pora ruszać dalej, wracamy 45 kilometrów, żeby w końcu znaleźć się na właściwej trasie w kierunku Lofotów.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Dzisiejszy dzień, możemy zdecydowanie uznać za bardzo udany. Przyjemna odmiana po chłodach poprzednich dwóch dni. Milo spojrzeć o 19:45 na termometr i zobaczyć liczbę zaczynającą się jedynką - 17 stopni tutaj, o tej porze to przecież upał. :-)
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Nie licząc krótkiej przerwy na tankowanie i drobne zakupy, bez większych postojów zmierzamy trasą E10 w kierunku Lofotów. Ponieważ dużo czasu straciliśmy w Narwiku, to dzisiejszą jazdę planujemy zakończyć gdzieś na początku archipelagu. Liczymy na to, że kolejnego dnia pogoda znów dopisze i na spokojnie, bez pośpiechu zrobimy trasę przez wszystkie wyspy Lofotów. Rozglądając się za kempingiem trafiamy na klimatyczny hotelik Sandtorg. Oczywiście na nocleg w pokoju hotelowym nas nie stać, ale kto by się chciał w tak pięknych okolicznościach przyrody zamykać w czterech sztywnych ścianach. :-)
Obrazek
Obrazek

cdn...
Tak wiele miejsc, tak mało czasu...
:chopper:
Nasze podróże:
Słowenia, Chorwacja, Węgry, Rumunia, Alpy-AT,CH,IT, Alpy-DE,CH,FR, Norwegia

staszek_s
Posty: 203
Rejestracja: 03 września 2014, 21:43
Motocykl: Suzuki DL 650A
Lokalizacja: Radlin, woj Śląskie
Wiek: 53
Status: Offline

Re: W 22 dni dookoła Skandynawii - Norwegia, Nordkapp 2016

Post autor: staszek_s » 11 lutego 2017, 14:47

Super filmik, wrzuć więcej takich jak macie :)

ODPOWIEDZ