Strona 3 z 3

Re: Mieszkam w Rumunii! Dlaczego?

: 19 grudnia 2017, 08:06
autor: jeden
Yumka podlinkuj prosze adres do swojego przewodnika ;)

Re: Mieszkam w Rumunii! Dlaczego?

: 19 grudnia 2017, 09:54
autor: BeeGees
Ja też poproszę. O wyprawie do Rumunii myślę juz któryś rok.

Re: Mieszkam w Rumunii! Dlaczego?

: 21 grudnia 2017, 23:27
autor: Straszaq
Jeszcze raz sorki Aleksandro za bałagan ze znikającymi komentarzami :) Siła wyższa. Chyba jestem już za stary i nie ogarniam tych technologii, że całe to google można sterować jednocześnie z kilku komputrów, smartfonów i innych cudów i że to wszystko jest powiązane.
Co do propozycji to wiedz, że w tym roku zaprosiłem rodzinke do Rumunii na wakacje kosztem rezygnacji z indywidualnego tripu na moto, który tak zasiał mi w głowie kris2k swoją relacją, a który w końcu mogłem ogarnąć i zrealizować. Miał być objazd samochodem po karpackich trasach, zwiedzenie kilku miejsc i na końcu błogie wylegiwanie nad Morzem Czarnym. Hotel zamówiony, przygotowania do wyjazdu i nagle w ostatni dzień przed wyjazdem uświadomiłem sobie, że unia unią, paszporty nie potrzebne, ale moje dzieciaki to nie mają żadnych dowodów osobistych ani ważnych paszportów, żeby przekroczyć granice Szengen. I cóż...z wielkich rumuńskich wakacji wyszła....Krynica Morska :?
W tym roku mam inne plany, ale Rumunia wciąż jest wysoko na tapecie i kto wie, może za 2 lata.

Re: Mieszkam w Rumunii! Dlaczego?

: 22 grudnia 2017, 11:00
autor: gazownik
yummy pisze: Takie osoby jak Ty i takie wiadomości sprawiają, że naprawdę chcę tu zostać dłuuuugo i was wszystkich ugościć i "oprowadzić" :bravo:
Oby planów nic nie pomieszało to się spotkamy :) :chopper:

Re: Mieszkam w Rumunii! Dlaczego?

: 23 grudnia 2017, 17:03
autor: yummy
Straszaq pisze:Jeszcze raz sorki Aleksandro za bałagan ze znikającymi komentarzami :)
Hehe, jak już napisałeś, że jesteś z Virago, to domyślałam się, że to Ty ;) Próbowałeś zasiać zamęt tutaj, później tam - dobra robota ;)

Re: Mieszkam w Rumunii! Dlaczego?

: 23 grudnia 2017, 17:49
autor: Straszaq
A przepraszam bardzo. Czyli komentarzami wg Ciebie są tylko te, które przyklaskują Twoim opiniom, a jak ktoś nie zgadza się z czymś, np. ze stwierdzeniem, że od dobrobytu poprzewracało się Polakom w głowach (czyt. dupach) to już jest to sianie fermentu ? :D
Ta strach komentować dalej, bo jeszcze dostanę jakiegoś bana i sobie o Rumunii nie poczytam więcej :) Ale z drugiej strony przyznaj, że stwierdzenie "tak uwielbiany przez Ciebie klimat PRL-u" przypadł Ci do gustu i chyba był trafny, bo cytowałaś go już 2 razy :)
Nie bierz sobie aż tak tego co piszę, bo absolutnie nie mam zamiaru siać fermentu czy prowokować Cię. Wynika to raczej z mojego charakteru i zapewniam, ma czysto pokojowy zamiar:). Swoją drogą jeśli przestanę komentować, to będzie znaczyło, że przestałem czytać, czyli że zaczęłaś smęcić i zrobiło się nieciekawie :D
PS. Wesołych Świąt, bo chyba w tej Rumunii takie coś też sie obchodzi co? :)

Re: Mieszkam w Rumunii! Dlaczego?

: 24 grudnia 2017, 08:40
autor: yummy
[saracasm alert] No ja akurat nie obchodzę, tak mnie ta komuna zaraziła, że stwierdziłam, że w tym roku odpuszczam świętowanie. Na wigilijną kolację zjem burgera i zaczęłam nawet rozważać przeprowadzkę do Chin. Co o tym sądzisz? [/sarcasm alert]

Szkoda, że przenosisz na forum tylko część prawdy na temat tego jak było, bo rzeczowo i z uśmiechem podjęłam dyskusję z Tobą, a nawet zaprosiłam do jej kontynuacji, po czym Ty... usunąłeś swoje komentarze (ja już wiem, że przypadkiem, ale fakt pozostaje faktem). Więc absolutnie nie było tak, jak mówisz, ba! wprost przeciwnie.

Oczywiście, że zaproszony do komentowania jest każdy, a im bardziej wqrwiony moim radykalizmem albo zmęczonym moim smęceniem, TYM LEPIEJ!
Natomiast masz rację, na lewacką propagandę i wciskanie mi ciemnoty, że najważniejszą życiową wartością jest równy chodnik i przystrzyżony trawnik, nigdy nie będzie tam miejsca ;) :twisted:

Re: Mieszkam w Rumunii! Dlaczego?

: 24 grudnia 2017, 15:15
autor: Straszaq
yummy pisze: Szkoda, że przenosisz na forum tylko część prawdy na temat tego jak było, bo rzeczowo i z uśmiechem podjęłam dyskusję z Tobą, a nawet zaprosiłam do jej kontynuacji, po czym Ty... usunąłeś swoje komentarze (ja już wiem, że przypadkiem, ale fakt pozostaje faktem). Więc absolutnie nie było tak, jak mówisz, ba! wprost przeciwnie.
Właściwie robisz to samo, bo jak dobrze wiesz nie ja usunąłem te komentarze i dokładnie Ci to wyjaśniłem. Poza tym nie było w nich niczego, co powodowałoby chęc usunięcia ich z rozmowy i świadomie nigdy bym ich sam nie usuwał. Po drugie mam dziwne wrażenie, że się nie rozumiemy, tzn. odbierasz kontekst moich komentarzy zupełnie inaczej niż to w jakim ja chcę aby one zabrzmiały i stąd m. in. takie opinie jak ta :
yummy pisze: ...na lewacką propagandę i wciskanie mi ciemnoty, że najważniejszą życiową wartością jest równy chodnik i przystrzyżony trawnik, nigdy nie będzie tam miejsca
Szkoda, że komentarze zniknęły, bo jeśli faktycznie widziałaś w nich lewacką propagandę i wciskanie ciemnoty z mojej strony to rzeczywiście najlepszym rozwiązaniem zostaje postawienie w tym miejscu kropki i powstrzymanie się od dalszego komentowania. :nazdrowie:

Re: Mieszkam w Rumunii! Dlaczego?

: 24 grudnia 2017, 23:05
autor: yummy

Re: Mieszkam w Rumunii! Dlaczego?

: 08 stycznia 2018, 15:08
autor: Straszaq
I co, cisza....to chyba koniec bloga o Rumunii? Yumka się nie sprawdziła w Rumunii i wysłali ją do Chin. Jak się tam nie sprawdzi, to zostaje już tylko jeden kierunek, ale tam nie ma internetów. Znaczy Kim ma, ale chyba Yumce nie udostępni.

Re: Mieszkam w Rumunii! Dlaczego?

: 08 stycznia 2018, 17:14
autor: CoLdY7
spokojnie... wróci z sylwestra to coś się pewnie pojawi ;p

Re: Mieszkam w Rumunii! Dlaczego?

: 14 stycznia 2018, 00:13
autor: yummy
Przepraszam bardzo, przez pewien czas miałam utrudnione logowanie do forum, dlatego się nie odezwałam.

A zdjęć nie wrzucałam, bo ostatnie wydarzenia w moim życiu bardziej skłaniały mnie ku refleksjom o dobru, złu i wybaczaniu, a później o tym czy da się umrzeć z bólu migdałków, niż o rumuńskiej mentalności i jakości życia w Bukareszcie.

Dosłownie przed chwilą dodałam 50 (słownie: pisiąt) nowych zdjęć, a w nagrodę za Waszą cierpliwość i na zachętę do zajrzenia zapodam Wam też jedną "zabawną" historyjkę z życia wziętą (dokładnie z czwartku).
We wtorek rano obudziłam się z podejrzanie silnym bólem gardła. Trochę się tym nie przejęłam, w końcu jest okres przeziębień a ostatnie dni upłynęły mi pod znakiem McDonalda, słodyczy i wina, co mogło obniżyć moją odporność. Myślę sobie - przejdzie.

Niestety nie przechodziło, a wręcz przeciwnie - temperatura podwyższona (termometru nie mam, ale czułam), nie miałam siły na przejście 25 minut pieszo do metra, więc pierwszy raz pojechałam autobusem, ból coraz większy, jednym słowem zaczęło być nieciekawie.

Nie znam się aż tak bardzo na anatomii, ale domyślam się, że fakt iż pracuję na słuchawce i nonstop gadam z ludźmi też nie pomagał.

Noc z wtorku na środę - sen przez 3 godziny, hektolitry potu i wycie z bólu. Tak, z bólu gardła, jak małe dzidzi.



Szybki zapis do lekarza dzięki pomocy kobiety, od której wynajmuję poddasze i w końcu wczoraj, po dwóch dniach pracy z tym bólem, wizyta u dochtórki.

Ale nie myślcie sobie, że jak udało się szybko zapisać, jak babka mówiła po angielsku i szybko mnie zdiagnozowała (ostre zapalenie migdałków) i przepisała to historia na tym się skończy.



Jak już zdążyłam się domyślić z poprzednich tego typu przejść z Bułgarii, miał wystąpić problem z wykupieniem leków. I wystąpił. W pierwszej aptece nie ma, w drugiej nie sprzedają od kilku lat (zamiennik nie istnieje), w trzeciej też nie sprzedają od kilku lat.



Wqr$%^& dzwonię na infolinię tej mojej przychodni, bo jest to przychodnia prywatna (!!!) i mówię: czy mogłaby Pani to sprawdzić, ponieważ wydaje mi się, że pani doktor taka i taka wypisała mi lek, który jest wycofany ze sprzedaży. Konsultantka każe mi czekać na linii, w tym czasie dzwoni do pani doktor, która twierdzi, że ten lek można kupić, ale tylko w jednej sieci aptek (nie powiedziała mi o tym podczas wizyty).



Nauczona już doświadczeniem, zaczynam od kontaktu z infolinią tej sieci aptek, żeby się dowiedzieć, że nie - nie sprzedają tego leku.



No to już całkowicie załamana, zlana zimnym potem, bo najmniejszy wysiłek jest wręcz niewykonalny, wchodzę z powrotem do tej przychodni (cały czas kręciłam się po aptekach na jednej ulicy), gdzie pani recepcjonistka po jakimś telefonie zapisuje mi na odwrocie recepty zinnat, każe iść do apteki i nie być upset (angielskie słowo oznaczające coś między smutkiem a złością).





Ciąg dalszy też mogłabym dopisać...